Zanim zacznę pisać cokolwiek i odnosić się do czegokolwiek wprowadzę Was w słownik pojęć podstawowych stworzonych przez kościół na potrzeby prawa kanonicznego.
Otóż:
Niemoc uprzednia - to brak zdolności do współżycia, która zaistniała przed ślubem;
Następcza - powstała dopiero po ślubie;
Trwała - w zasadzie jest nieuleczalna, na drodze powszechnie dostępnych środków;
Czasowa - jest uleczona, mija;
Absolutna (bezwzględna) - odnosi się do wszystkich kobiet czy mężczyzn;
Względna, czyli relatywna -odnosi się do konkretnej osoby;
Pewna - jest podstawą do zabronienia małżeństwa lub do orzeczenia jego nieważności;
Wątpliwa - nie stanowi przeszkody do zawarcia małżeństwa zarówno wtedy, gdy wątpliwość jest prawna, jak i faktyczna.
A teraz interesujący mnie fragment prawa kanonicznego:
Prawo Kanoniczne 1084 -
§ 1. Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury.
§ 2. Jeśli przeszkoda niezdolności jest wątpliwa, czy wątpliwość ta jest prawna czy faktyczna, nie należy zabraniać zawarcia małżeństwa ani też, dopóki trwa wątpliwość, orzekać jego nieważności.
§ 3. Niepłodność ani nie wzbrania zawarcia małżeństwa, ani nie powoduje jego nieważności, z zachowaniem przepisu kan. 1098.
Na podstawie §1 dowiadujemy się, że jeżeli ktoś jest trwale pozbyty zdolności “seksowania się” lub nawet nie trwale, ale napewno był w stanie niemocy przed zawarciem związku (a raczej jego próbą), to małżeństwo nie może być ważne - jak to piszą - “z natury”.
AAAA… Krzyczy moje serducho. Co to znaczy “z natury”. Mam przez to rozumieć, że naturą małżeństwa jest fakt, że samiec może wyprężyc swoje cielesne odwzorowanie EGO i wsunąć go tam, gdzie Kobieta ma sztab bodźców o nazwach Oh, Ah i Eh?
Nie chce mi się wierzyć. Przecież to istna hipokryzja jeżeli coś takiego czytam, a potem słucham w “telewizorni” jak jakaś ekscelencja mówi: “W związku małżeńskim najważniejsze są potomstwo i miłość”. Boll-shit powiem nieskormnie. Dlaczego? §3 tego samego punktu mówi bowiem, że niepłodność nie wzbrania zawarcia małżeństwa i nie powoduje jego nieważności (z zachowaniem przepisu kan. 1098, gdzie jest mowa o podstępach, zwodzeniach itd…). Czyli brak możliwości posiadania potomstwa nie powoduje nieważności małżeństwa, ale brak bzykania się jak dzikie króliki jest podstawą do jego nieważności.
Czyli reasumując słowa kościoła:
a) PRAWO: nie możesz fizycznie uprawiać seksu - twoje małżeństwo będzie nieważne
b) PRAWO: możesz uprawiać seks, ale nie możesz miec dzieci - nic nie stoi na przeszkodzie by się poślubić.
c) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Seks powinien być ukoronowaniem małżeństwa, a nie jego najważniejszym akcentem
d) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Najważniejsze w małżeństwie jest wychowanie i opieka nad jego owocem, czyli dzieckiem.
Jak pkt. c) ma się do pkt. a) ?
Jak pkt. d) ma się do pkt. b) ?
Na podstawie tego prawa zakochanej młodej parze niedawno odmówiono ślubu tylko dlatego, że chłopak 2 tygodnie przed tym wydarzeniem miał wypadek i nie wiadomo, czy bedzie zdolny kochać się ze swoją wybranką. Nie ważna była tutaj miłość, uczucie, pragnienie bycia ze sobą do końca życia.
Wazny był jego wacek, że nie stoi, że nie pręży się…
A gdzie jest Bóg?
Bóg to przeczytał i zamilczał.
A powinien powiedzieć: “LIBERUM VETO!”.
Jest mi smutno.