Kaczynska.Com

sierpień 30th, 2010

Czteropodział władzy

Wpisane przez agatha in Blog

I trochę o tej czwartej…
Chcąc zrobić analizę ostatnich kilku miesięcy to najczęściej komentowanymi informacjami z całego świata w krajowej telewizji są: tragedia smoleńska, krzyż, pomnik Kaczyńskiego, wawel i jego perypetie, Palikot, Komorowski + gafy oraz powódź i osuwiska.
Tragedia po kilku dniach bokiem mi wychodziła. Rozmowy po trzech dniach zeszły do poziomu spinek od mankietów znalezionych w piasku albo różnicy pomiędzy obrączkami pary Prezydenckiej. Wawel i “Zimny Lech” to po prostu sensacja godna czołowego news’a w TV i blasku pierwszych stron gazet. Krzyż natomiast stał się już dziką obsesją - szczególnie dziennikarzy TVN24. Ostatnio do programu zaproszono kandydata na prezydenta Warszawy Wojciecha Olejniczaka. Rozmowa redaktora prowadzącego z kandydatem wyglądała mniej więcej tak:
Redaktor: Jako Prezydent Warszawy, co zamierza zrobić Pan z Krzyżem?
Olejniczak: Oczywiście to istotny problem, ale Warszawa ma wiele poważniejszych kwestii do rozwiązania np. drogi, smród na Kabatach …. - tu redaktor przerywa.
R: No tak, tak… To ważne, ale czy myśli Pan, że Pani Prezydent dobrze robi, że nie chce nic zrobić z krzyżem? Że nie chce tego problemy rozwiązać?
O: No ja uważam, że … - i tutaj kilka zdań o krzyżu i co Olejniczak o krzyżu myśli. Redaktor zadowolony słucha, poczym … - Jednak nadal podkreślam, że Warszawa ma zupełnie inne i zdecydowanie powa…. - Redaktor zauważył bystrym okiem, że kandydat na prezydenta śmie mówić o merytorycznych sprawach więc mu skutecznie przerywa.
R: No tak, tak to już wiemy, ale jaki ma Pan program?
O: No właśnie staram się to Panu powiedzieć, że … - znowu redaktor przerywa.
R: No ale jaki program? co w sprawie krzyża?

Gorliwość gorsza od faszyzmu - rzekłoby się. Przyznam szczerze, że to był dramat. Tak bardzo ciekawa byłam tego, co Olejniczak chciał powiedzieć o Warszawie, a nie o krzyżu. O krzyżu słucham już od 3 tygodni i na prawdę - nie ubliżając nikomu - tematem już po prostu jestem zmęczona.

TVN24 oszczędza mocno. Chwali się, że jest najbardziej opiniotwórczą stacją w Polsce - I TO MNIE PRZERAŻA. Pytam dlaczego? Oczywiście także oglądam tę stację, ale wcale nie uważam jej za opiniotwórczą. W Chinach zawala się kopalnia, a oni relację robią z Bytomia? Biednemu polskiemu górnikowi każą narzędzia ratownicze wyciągać i pytają: “Takimi sprzętami tam działają? Jak Pan myśli?”. Biedak siedzi i się poci, żeby im odpowiedzieć.
Następnie redaktor pyta: “Jak Pan uważa, jak w takiej sytuacji poradzą sobie chińscy ratownicy?”. Zmieszany ratownik z Bytomia mówi lakonicznie: “No to zależy od tego jaką mają sytuację”
Redaktor: No, zakładając, że mają taką sytuację pozytywną.
Ratownik: No, jak mają pozytywną sytuację to myślę, że nawet nieźle.
Litości !!!! Kochane TVN24 jak was nie stać na reporterów, aby ich wysyłać za granicę i robić relacje na żywo, to sobie chociaż z CNN umowę podpiszcie, a nie myślicie, że polski naród głupi i to kupi…. choć patrząc na wasze sukcesy boję się przyznać, że chyba macie rację.

Bardzo byłam ciekawa relacji TVN24 jak zamachowieć w Tajlandii, czy Indonezji - nie pamiętam - porwał autobus z zakładnikami. Już to widziałam: Redaktor TVN, pętla autobusowa na Żeraniu w Warszawie, kierowca i te mądre pytania: “Jak Pan myśli, czy jakby taki zamachowiec stanął za tym kasownikiem i mierzył do Pana, to by się Pan zatrzymał przy Auchan, czy nie? “… Żenujące.

To, co podałam powyżej to tylko dygresje. Ale warto zauważyć, że ta opiniotwórcza władza w ogóle nie porusza tematów dla nas istotnych: emerytury, stan finansów publicznych, podatki. Może przydałby się troszkę nacisk mediów na Rząd w sprawie służby zdrowia. Jakie to przykre. Za komuny, to wiadomo było, że telewizja kłamie, ale teraz jest gorzej, bo ona nami po prostu manipuluje. Taki stan rzeczy jest o tyle niebezpieczniejszy, o ile dzieje się to “podprogowo”. Jakby tak przejść ulicą i zapytać: Jakie najważniejsze są obecnie w Polsce problemy? To już widzę odpowiedzi: krzyż.

Mam nadzieję, że kiedy pokolenie Rydzyka będzie urny oglądało już tylko od środka to opiniotwórczą rolę przejmie internet - bardziej wolny i merytoryczny.
Choć z tą wolnością coraz gorzej - ma być….
Porażające.

październik 18th, 2009

Orange - dobry kochanek, ale zły mąż.

Wpisane przez agatha in Blog


Jestem z Orange od 11 lat prawie. Pamiętam jeszcze stare dobre czasy kiedy była to po prostu zwykła Idea : “mały, tani i aktywny”. Poślubiłam i wierna byłam przez tyle czasu. Zakochana po uszy nie widziałam, że ani on mały, ani tani… jednak fakt - zawsze był aktywny.

Teraz jednak miarka się przebrała. Bardzo chciałabym wziąć iphone’a. Wiem, że Orange ma go w swojej ofercie. Ciekawa byłam jaką ofertę dostanę za te 11 lat małżeństwa z wysokimi abonamentami (mój ostatni to 130 zł przez 2 lata). Nie dawno zadzwoniła do mnie Pani i poinformowała, że na stronie jest już przygotowana dla mnie oferta, gdyż w styczniu kończy mi się już umowa. Bardzo się ucieszyłam i czym prędzej pospieszyłam zobaczyć w necie ofertę. Zalogowałam się, weszłam w zakładkę
SPECJALNA OFERTA TYLKO DLA CIEBIE:
Abonament: 76 zł/mc
okres: 30 miesięcy
telefon Iphone 3GS 16GB: 1804,38

Pomyślałam sobie: “wow, ale drogo, biedni Ci co chcą z marszu podpisać umowę i dostać iphone’a”. Z ciekawości wylogowałam się i sprawdziłam ofertę tak jakbym była nowym użytkownikiem i dopiero co chciałabym podpisać umowę:
Abonament: 55 zł/mc
okres: 30 miesięcy
telefon Iphone 3GS 16GB: 1448,99,38

Załamałam się. Dla mnie za te wszystkie lata małżeństwa 76 zł/mc i 1800 zł za telefon, a dla nowej kochanki 55 zł/mc i 1450?

Szczerze? NIC DODAĆ NIC UJĄĆ - ROZWÓD!!!!!.

Oferta standardowa dla nowych klientów ORANGE:

Oferta indywidualna dla stałej klientki (11 lat małżeństwa):

luty 19th, 2009

prognoza: będą padać

Wpisane przez agatha in Blog

Jeszcze kilka miesięcy temu wstawałam rano, wyglądałam przez okno, szłam do łazienki, a potem do kuchni oddając się rozkoszy śniadaniowej chwili z kubkiem herbaty.

Dziś wstając rano idę do komputera i sprawdzam najnowsze kursy franka, poczym siedzę i myślę, czy zabiorą mi kredyt na mieszkanie, jak stabilnie będzie w pracy i na kogo mam liczyć jak nie będę mogła już liczyć na siebie?

Nie wiem dlaczego, ale boję się, że dojdzie do wojny. Pogłębiający się kryzys prowadzi do jawnej i niczym nie skrępowanej alienacji. Prezydent Francji krzyczy: “Francja dla Francuzów”, Brytyjczycy wyrzucają Polaków własnymi rękami, bo rząd nie chce ich w tym wesprzeć - nie wypada?.Tłumione wiece na Białorusi, czy Rosji i ciągły problem jednączącej się w swoim rozkładzie UE. Nie długo trzeba szukać w przeszłości podobnych historii, aby zdać sobie sprawę, że demokracja to ustrój tylko na dobre czasy. To system tylko na okres dobrobytu i obfitych lat kapitalizmu. W końcu to okres rządów szczęśliwej większości nad nieszczęśliwą mniejszością niby mającą głos - niby, bo głos doradczy jest jak skomlenie psa, który zostawiony na mrozie liczy na łaskawość swego pana, który może, ale nie musi wpuścić go do domu.

Ten kryzys to prognoza na lata. Minie półtora roku, ale społeczeństwa się zmęczą. Do głosu dojdą Narodowe Ruchy Wyzwoleńcze i Nacjonalistyczne Partie Solidarności Społecznej. Zmienią się hasła, przyjdą nowi filozofowie, reformatorzy. Trójpodział, dwupodział i cisza. Przyjdzie ten, kto rewolucją przejmie władzę, a potem stając po drugiej stronie zapomni “jak wół cielęciem był”.

Rosja popadnie w zapaść gospodarczą, to już wielcy tego świata wiedzą. W tę dziurę i my wpadniemy, ale to nie jest najbardziej niebezpieczne. Najgorsze jest to, że doprowadzi to do “putinowskiej rewolty” i dyktatury na wiele lat. Odżyją wielkie zapały Wszechobecnej Rosji i granic sprzed dwugiej wojny. Wsparcie Rosjan ze strony Arabów nie umacnia Europy, a wewnętrzne antagonizmy są jak grypa, która rozkłada nas od środka.

Jeżeli ten kryzys potrwa dłużej niż rok, to ludzie zmienią zdanie i oddadzą władzę populistycznym nacjonalistom, którzy będą krzyczeli hasła: “Praca dla polaków, praca dla rodaków”. Wielu z nas sobie nie zdaje sprawy z tego, ale na prawdę wystarczy poczytać historię, a w szczególności Francji od 1791-1875, Anglii za dyktatury Cromwela, nie wspominając o wielkiej epoce dyktatur XX wieku.

“Historia się powtarza…”.
1. Rynek się rozwija, kwitnie demokracja, ludzie, równość…
2. Nadchodzi kryzys, demokracja panikuje, ludzie, antagonizmy…
3. kryzys się rozwija, nowe idee, nacjonalizm, społeczeństwo mocno uborzeje, podział klasowy na bardzo biednych i bogatych
4. kryzys się stabilizuje, rewolucje, dyktatury, biedni dochodzą do granic wytrzymałości
5. wojny, niepokoje, eksplozja emocji,
6. teraz wszyscy chcą spokoju. Po wojnie trzeba się odbudować, mieszkania itd…
7. Wraz z odbudową idzie gospodarka, rynek
8 rynek się rozwija, kwitnie demokracja, ludzie, równość…
2. …
3 ….
4…




Dodano: 19.02.2009r. (Otrzymałam mailem i dołączam, bo ściśle koresponduje z treścią wpisu):

“Posiadacze kapitału będą stymulować popyt klasy robotniczej na coraz wiekszą ilość towarów, mieszkań i wytwóró techniki. Jednocześnie będą udzielać coraz więcej coraz droższych kredytów na zakup tych dóbr, aż rzeczone kredyty nie będą mogły być spłacane. Niespłacane kredyty doprowadzą do bankructwa banków, które z kolei zostana znacjonalizowane. To w rezultacie doprowadzi do powstania komunizmu”

Karol Marks, 1867 rok.

styczeń 5th, 2009

autopsychoteriapia…

Wpisane przez agatha in Blog

Kładę się na łóżku, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że tam, zaledwie kilka kroków ode mnie siedzi mój psychoterapeuta. Nie stary, ale z rysami doświadczenia na twarzy mężczyzna o łagodnym usposobieniu odziany w szary sweterek i wystającą z pod niego białą koszulę.

- Proszę mi opowiedzieć, co Panią do mnie sprowadza. - powiedział spokojnie i się uśmiechnął. Nie widziałam tego, bo miałam zamknięte oczy zgodnie z zaleceniem. Jednak czuję w jego głosie to, co wszystkimi bodźcami odbieram jako uśmiech.
Hmmm…

Co powinnam powiedzieć… Wyrzucić wszystko z siebie?
Tak łatwo jest pomagać innym i radzić, mówić o sile, twardości, jak mierzyć się ze światem i walczyć z wiatrakami. Miliony pomysłów słać w około - potrafię, ale żaden żagiel nie dla mnie… Te statki płyną gdzieś tam, nie tu.

Ja przyszłam powiedzieć, że zabija mnie doskonałość, perfekcja i czas. Minuta po minucie ucieka w sposób wykładniczy, a całej reszty nigdy nie osiągnęłam. To nie grzech, wiem… Jednak to problem, kiedy człowiek nie realizuje czegoś tylko dlatego, że zrobi to niedoskonale, z błędem. To wręcz destrukcyjne. Rozumie Pan?
To nie dobrze, kiedy ja planuję coś, a ktoś burzy mój porządek. To psuje wszystko, a nawet jeżeli nie psuje to stawia pod znakiem zapytania doskonałość planu, który z konieczności czynników zewnętrznych musi ulec zmianie. Perfekcyjny plan ma wszystko idealnie ustalone. A zaburzenie choćby początku jego realizacji powoduje, że nie idę dalej. Tak działają ludzie, którzy zdolni są tylko do zaczynania czegoś. Podejmowania ważnych decyzji godnych jednej chwili.

Nie chcę o tym mówić. Trudno wyrzuca się własne wady.

Jestem zaborcza - mówi mój facet, który dużo mówi. I tu najchętniej przeszłabym na jego temat. Bo lepiej krytykuje się innych niż samego siebie, ale nie będę. To ma być terapia… Mogę mówić tylko swoich błędach, a innych mogę jedynie chwalić. Więc dla zneutralizowania rzeknę - dobry chłopak z niego. Pomógł mojemu tacie ogarnąć śnieg. Pomógł mi z komputerem i w ogóle jest bardzo pomocny, o ile to nie koliduje z jego wolnym czasem…

Jestem zaborcza i kompromis rozumiem jako wyrzeczenie się drugiej osoby do realizacji mojego scenariusza

. Czy to złe? Tak. Czy potrafię to zmienić? Nie, nie nie… To jest silniejsze ode mnie. Potrzebuję pomocy, ale kogoś kto będzie umiał mi pomóc. On (czyt. mój facet) na pewno tego nie umie. Jest stanowczy, ale załatwia sprawy w najgorszym możliwym stylu. Stara się we wszystkie konflikty wprowadzać psychologiczną teorię “reakcji na histerię” tj. udawanie, że nic się nie stało i po prostu traktowanie problemu jako nieistniejącego.
- Hm, hm. hm…. Agato… - chrząknął mój wewnętrzny psychoterapeuta.

No tak, przepraszam. To dobry chłopak. Miałam mówić o sobie. Wyrzucić z siebie, a nie obrzucać kogoś. Ale każdy człowiek z natury chętniej robi coś destrukcyjnego niż konstruktywnego, czyż nie?
- Zapewne jest to szybsze i pozwala rozładować emocje..
No właśnie. Emocje. Tak ciężko z nimi jak nie ma się własnej rodziny - męża, dzieci… Trzeba to wszystko przelewać na innych. Jego jak nie ma, to tak pusto się robi, ale On tego nie rozumie, czy musi? Nie… Powinien? hmm… sama nie wiem. Wiem tylko, że boli kiedy surowym głosem mówi: “Boże, zajmij się czymś… Co robiłaś jak mnie nie było…”. Zimno, dreszcze i sponiewieranie wtedy przelewają się wzmagającym potem na moich plecach. Żal i gniew. Za co? Za brak kompromisu. Za brak chęci doprowadzenia do mojego kompromisu - MOJEGO. Jak On śmie nie chcieć być ze mną tę sto którąś godzinę w tym tygodniu więcej.

- Za co tak na prawdę się na niego pogniewałaś? Ale powiedz tak szczerze, nie po to, aby się usprawiedliwić. Tylko wyrzuć to z siebie…
No chyba za to, że nie było tego kompromisu, że nie został, że nie popieścił mnie nawet dobrym słowem jak już mnie zostawił brutalnie.
- Czy to źle, że powiedział Ci prawdę? Oczekujesz od niego, aby mówił Ci, że musi ojcu pomóc, albo mamie? Wolisz wymówkę?
Wiesz… W sumie sama nie wiem. Z jednej strony byłoby łatwiej zrozumieć, że jakieś szczytne cele ważą nad tym, że musi wybrać i zrezygnować ze mnie - niż tylko fakt, że po prostu ma ochotę pograć w futbol managera i ma mnie po prostu już dość. Kiedyś myślałam, że w związku najlepsza jest szczerość i prawda do bólu, ale powoli zaczynam zauważać i złe strony tego podejścia…

- Dlaczego?
Bo to Was obnaża… Pokazuje jak wielkimi draniami jesteście. Przepraszam.
- Nie szkodzi, kontynuuj, nie ograniczaj sie…
Pokazuje jak bardzo się różnimy. Jak wielką przewagę macie nad nami. Przewagę w tym, że dłużej wytrzymacie bez naszego powietrza. Tęsknicie po dniach, my po godzinach. Przy szczerości i prawdzie to jest tak mocno widoczne i boli jak rzucone zaklęcie.
- Czy nie uważasz, że to takie perfekcyjne i doskonałe mieć związek pełny szczerości i prawdy. Gdzie jedno nie oszukuje drugiego, mówicie sobie wszystko. Czy to nie o to Ci chodzi?
No… no….
Nie wkurwiaj mnie.

październik 5th, 2008

Jesienny spacer

Wpisane przez agatha in Blog

Ładnie dzisiaj. Powiem nawet, że pięknie.
Słońce wysoko na niebie oblewa nas upragnionym ciepłem i światłem, a w dodatku jesienią. Z ogromną przyjemnością wybrałam się na spacer razem ze swoim młodszym bratem pooglądać nasze nieporęckie krajobrazy. Zrobiłam nawet kilka zdjęć.




czerwiec 30th, 2008

Wysłałam listy… c.d.

Wpisane przez agatha in Blog

Otrzymałam odpowiedź od Rzecznika Praw Dziecka na swój postulat dotyczący braku  placów zabaw dla dzieci i miejsc wypoczynku. (aby przeczytać ten wpis kliknij tutaj) . Przyznam, że pozytywnie się zaskoczyłam kiedy otrzymałam odpowiedź drogą mailową. To chyba pierwszy urząd, który korespondencję elektroniczną potraktował poważnie i się do niej w równie poważny sposób ustosunkował.

Z listu (treść poniżej) można wyczytać kwieciste frazesy o tym, że administrator osiedla jest zobligowany do zapewnienia takich miejsc etc… etc…  Że powinien, że tak stanowi prawo, że… że… No i z poważaniem, no i wyrazami szacunku. Ja sobie stawiam tylko jedno pytanie: Kto w tym chrzanionym matrix’ie próbuje robić Nas zwykłych ludzi w bambuko?

images.jpg

Nastpna strona »