Kaczynska.Com

maj 27th, 2007

Okres liceum…

Wpisane przez agatha in Fragmenty książki

W liceum byłam bardzo zamkniętą dziewczyną. Wracałam do domu, siadałam do lekcji i nic więcej mnie nie interesowało. Udało mi się zdobyć ogólny szacunek w klasie. Zwana byłam kujonkiem, bo miałam trzecie miejsce w szkole pod względem osiągnięć w nauce i bardzo przyjaźniłam się z Magdą, która miała pierwsze miejsce i Moniką, która miała drugie miejsce. Zresztą chodziłyśmy do tej samej klasy. Żadna z nas nie była super atrakcyjna, wysoka, zgrabna, ale i tak zajmowałam to trzecie miejsce nie tylko pod względem nauki. Chociaż z tego co pamiętam wyprzedziłam swoje kumpelki w na zakończenie licealnej edukacji ?. Lubiłam z nimi rozmawiać i wygłupiać się. Na przerwach siadałyśmy sobie i zgrywałyśmy się z Kraski, który był bardzo przystojnym mężczyzną. Peszył się bardzo, gdy czuł, że jest obmawiany, podchodził i pytał się: ?O co wam chodzi??. A my? Patrzyłyśmy wtedy w sufit, na podłogę, na siebie i z lekkim uśmiechem udawałyśmy zdziwienie. Zmieszany chłopak odchodził. Nikt nam nie śmiał podskoczyć ot tak. Byliśmy inteligencją tej szkoły. Wiedziałyśmy, że jakby nas tutaj zabrakło, to szkołę można zamknąć na trzy spusty, bo nie byłoby komu poziomu podnosić. Mimo, że czułam się raczej nie lubiana przez dużą część klasy i bardzo dużą część szkoły ? nikt nie śmiał mi dokuczać. Często pomagałam w pracach domowych, wypracowaniach swoim kolegom z pod ciemnej gwiazdy. Szczerze mówiąc jak zobaczyłabym takiego na ulicy, że odkręca radio z czyjegoś samochodu to chyba nie zrobiłoby to na mnie żadnego wrażenia. Przeszłabym obok i powiedziała cześć. To czym się zajmowali było dla mnie takie oczywiste, jak to że nie mieli w ogóle mózgów. Tak się wprawiłam w pisaniu, że po pewnym czasie przyjmowałam zamówienia na konkretne oceny. Nie miałam z klasowymi dresiarzami większych kontaktów, bo w sumie nie miałam o czym z nimi rozmawiać. Nie znam się na scyzorykach, ani na wielofunkcyjnych kluczach do tysiąca modeli mercedesów, ani na rodzajach alarmów, nie umiałabym obmyślić skomplikowanego napadu, podłożyć ogień pod komendę policji. Jednak kiedy byłam sam na sam z takim dresiarzem przypominała mi się teoria metra kwadratowego. Mimo tego, że cała kultura i inteligencja z tego obszaru przechodziła na niego, to i tak chłopak się gubi lekko zmieszany tym, że myśl. Kiedy świadomość zaczyna pracować w tak nie wyćwiczonej główce to chłopaczek się peszy, bo zaczyna sobie zdawać sprawę z tego jak durnie jest ubrany ? zresztą sama nie wiem. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
? O cześć! ? powiedział dresiarz.
? Cześć! ? odpowiedziałam mało uradowana.
? Gdzie jedziesz?
? Do domu. A ty gdzie podążasz? ? chciałam dodać imię, ale zapomniałam.
? Ja też. ? dodał.
? Miałeś być pytany dzisiaj z geografii, więc przygotuj się, bo ona nie przepuści.
? Eee tam.
? Byliście z chłopakami na zawodach dzisiaj? ? udałam głupią, jakbym nie wiedziała, że byli na bazarze i robili profesora ze swojej specjalności.
? He? ta? - odpowiedział.

Byłam zaskoczona tymi rozbudowanymi zdaniami i tak ogromną liczbą przymiotników. Był wręcz poetą. Nastała cisza. Nie wiedziałam o co mam go dalej pytać. Przecież nie będę rozmawiała z nim o nauce, bo on z nauką kojarzy tylko szatnię i papierosy. Na szczęście przybył drugi dresiarz. Lgną do siebie jak muchy. Szybko kultura i inteligencja rozłożyła się na dwóch i zaczęła się gadka.
? Cze Drągal, kurwa ? powiedział nowo przybyły czteropaskowiec.
? Cze Ebolu. Zawdrapałeś kiciarzowi te ramki?
? Nie ramki. Kurwa, tylko kurwa on zapierdolił szwarki a ja mu framugi kurwa
? He He? To mu się czachą o beton zaryło nie?
? No, kurwa?
Byłam taka uradowana, że mam przyjemność stać w grupie obcojęzycznych dresiarzy. Przyznam szczerze, że nic nie zrozumiałam. Po długich analizach, badaniach i ekspertyzach mogłam stwierdzić, że specyficzny to język, w którym rolę przecinka spełnia kurwa, czy zapierdolić itp. Wywnioskowałam, że wymawianie głośne znaków interpunkcyjnych wydłuża ich wypowiedzi, co wyjaśnia brak użycia przymiotników. Kiedy tak stałam razem z nimi na tym oblepionym ogłoszeniami przystanku wyobrażałam sobie jakby to było, gdyby taki Ebolu przyszedł do moich rodziców poprosić mnie o rękę:
? Cze kurwa. Macie córkę, nie?
? Co? - z niedowierzaniem zapytałby ojciec.
? Dajcie mi ją kurwa, a na dwa latka zwiesimy was kurwa z haraczu i będziecie mieli upust na kurwa ciepłe towarki. Agata kurwa moja, a ulgi kurwa wasze.
Dresiarze nie rozumieją niczego, co nie byłoby powiedziane w postaci transakcji, więc taki dialog nie jest tylko efektem mojej bardzo wybujałej wyobraźni. Ja jestem jednak bardzo tolerancyjna i takich jak oni też potrafię zrozumieć. Po dłuższych zastanowieniach zrozumiałam dlaczego dresiarze mają tak ogromne problemy z nauką. W dużej mierze wpływ na taki stan rzeczy mają podręczniki napisane w mało przejrzystym języku, pełnym przymiotników i znaków interpunkcyjnych. Żeby wybrnąć z tej i tak beznadziejnej sytuacji należałoby chyba napisać nowy podręcznik do języka polskiego. W dzisiejszych warunkach dla wydawców to żaden problem ? dwa tygodnie i jest. Taka książka powinna mieć zdecydowanie ciekawszy tytuł i być raczej słownikiem, a niżeli podręcznikiem.
Przyjechał autobus. Nareszcie. Pierwszy raz spojrzałam na pojazd komunikacji miejskiej i wydało mi się, że jedzie Zorro na czerwonym koniu, aby uratować mnie z rąk psychicznych oprawców. Byłam zmęczona, ale nie wiedziałam tak do końca, czy to lekcje mnie tak dzisiaj wyczerpały, czy ci troglodyci.

maj 27th, 2007

“Trzy serca”

Wpisane przez agatha in Fragmenty książki

Jak byłam jeszcze małą dziewczynką, coś pomiędzy bobaskiem, a przemądrzałą siedmiolatką zachorowałam na poważną chorobę. Bolały mnie płuca i lekko kuło mnie w serce. Kiedy wieczorem mama położyła się obok mnie i przytuliła mocno ? zapytała:
? Jak się czujesz kochanie?
? Tu mnie boli mamo ? i pokazałam miejsc, gdzie zazwyczaj tyka.
? Jutro będzie już lepiej. Pani doktor powiedział, że szybko wyzdrowiejesz.
? Mamo? A jeżeli moje serduszko zginie w wojnie z bakteriami? Jeżeli te wstrętne bakterie zakłują moje serce, że nie będzie chciało tykać?
Mama przytuliła mnie jeszcze mocniej i uśmiechnęła się. Nie wiedziałam tego, ale czułam podświadomie, że się śmieje. Zezłościłam się trochę na nią, bo dla mnie była to sprawa życia lub śmierci, więc nic w tym śmiesznego.
? Mamo, no? - ponaglałam niecierpliwie, oburzając się.
? Zdradzę Ci pewną tajemnicę. Wiem, że jesteś już dużą dziewczynką i zrozumiesz wszystko co mama ci opowie. Pewnej letniej nocy jak tylko się urodziłaś przez otwarte okno do twojego pokoiku wleciała mała wróżka. Była tak mała, że trudno byłoby ją dostrzec, gdyby nie ogromne światło bijące z jej dobroci i kontrast ciemności panującej dookoła. Była to wróżka rozdająca serduszka małym dzieciom. Wyczarowała magiczny kuferek, w którym miała trzy serca i wyjęła jedno z nich zrzucając je na twoją pierś. Mały świecący brylancik spadał powolutku. Odbił się trzy razy zanim wchłonęło go twoje ciało. Wróżka uśmiechnęła się, odwróciła i odleciała szybciutko. Zostawiła jedynie zawieszone w powietrzu dwa brylanciki, które powolutku, powolutku zaczęły spadać. Podobnie jak pierwszy dobiły się trzy razy i zanurzyły się w twoje ciałko. W ten sposób stałaś się posiadaczką trzech serc.
? Trzech serc? Mam trzy serca? ? zapytałam zaskoczona. Z biegiem czasu analizując tę historię można stwierdzić, że nawet wróżkom przynosiłam pecha.
? Tak kochanie. ? pomyślała chwilkę i ciągnęła dalej swoją opowieść kiedy już się wczuła w rolę bajarza. ? Następnej nocy wróżka wróciła do ciebie. Świeciła tak samo jasno jak poprzednio. Tym razem jednak miała złotą różdżkę, którą machnęła trzy razy i powiedziała: ?Nie mogę ci już zabrać, ani jednego serca. Jeżeli jednak nie podzielimy między nimi zadań to może okazać się, że serduszka będą biły w innych kierunkach. Tak więc, pierwsze serduszko masz dla zdrowia, drugie serduszko do kochania, a trzecie serduszko do ?. Hmmmm w rezerwie jakby któreś z tamtych padło.?
No tak. Moja mama była czasem taka romantyczna jak zupa pomidorowa z makaronem. Zresztą często jej romantyzm graniczył z jedzeniem: ?kocham paluszki?, ?uwielbiam winogrona?. Opowiadała jeszcze dług, ale zaczęła mnie powoli nudzić, no byłam zmęczona. Już jako mała dziewczynka byłam bardzo praktyczna. Kiedy uzyskałam odpowiedź na dręczące mnie pytanie zasnęłam. Nie chciałam słuchać już o tym jak wróżce nr 2 w hurtowni brakowało tych trzech serduszek, a wróżka nr 1 nie wiedziała jak ma jej powiedzieć, że jedno dziecko dostało, aż trzy. Takie to już ?ciepłe kluchy? ? widzicie? Udziela mi się to jedzenie. Z bajki wyciągnęłam kilka interesujących wniosków. Po pierwsze byłam bardzo dumna, że coś wyróżnia mnie spośród całego towarzystwa. Teraz będę mogła się pochwalić jak już tylko wyjdę na dwór, że mam więcej serc niż moje dwie koleżanki razem wzięte. Po drugie cieszyłam się, że kiedy jedno mi padnie to mam zapasowe. A po trzecie szkoda było mi samej wróżki, która długo musiała w sercowych kamieniołomach odrabiać po godzinach. Jednak teraz każdy kto się zadaje z Ametyst musi wiedzieć, że ze mną nie przelewki ? nawet wróżkę potrafię wpędzić w tarapaty.
Jednak na dłuższą metę trzy serca to ciężka sprawa dla jednych myśli. Przecież w życiu największe problemy to właśnie sercowe. A ja miałam je trzy i kiedy na te dwa było już zbyt dużo problemów to coś mi mówiło: ?nie martw się kochanie ? trzecie masz w rezerwie?. Jak dorwę tę wróżkę to jej chyba nóżki z dupki powyrywam.

maj 27th, 2007

“IRC - czyli jak poznałam swój pierwszy komunikator”

Wpisane przez agatha in Fragmenty książki

IRC poznałam na kursie internetowym. To tam pierwszy raz dowiedziałam się co to jest. Przyszedł Pan z brodą bosmana i zaczął bardzo flegmatycznie opowiadać: ?Jak Państwo łączą sobie komputery?. Hmm? Wiedzą Państwo jak to się robi. Trzeba wcisnąć taki mały, a może nie mały ? przycisk. Hehehe?? Zdołowałam się jak to usłyszałam. Ciekawa byłam, czy wspomni nam o tym, że byśmy nie szukali pilota, bo to co przed nami stoi to nie telewizor, a monitor, ale na szczęście oszczędził nam tych informacji. Jak szybko można było zauważyć starał się żartować, ale coś mu kiepsko te żarty wychodziły. Śmiałyśmy się z nich tylko na egzaminie, bo kto głośniej ten dostał lepszą ocenę.
Kiedy wszystkim uruchomiły się komputery starszy bosman kontynuował: ?Dzisiaj poznają Państwo to co lubią najbardziej dzieciaki, ale nie cukierki. Hehehehe? To o czym będę mówił nazywa IRC ? Internet Realy Chat. Jest to takie miejsce w Internecie, gdzie można sobie porozmawiać, ze wszystkimi ludźmi, którzy właśnie znajdują się w sieci. W IRC-u są tak zwane pokoje inaczej kanały podzielone najczęściej tematycznie np. #prawo, #warszawa, #sex, hehehe? Na każdym kanale siedzą sobie ludzie i rozmawiają pisząc na klawiaturze co im ślina na język przyniesie. Hehehe? Na kanale znajdują się gospodarze inaczej opy, które mogą wyrzucić z pokoju, albo zaprosić zwykłych gości itp.?
Wiedziałam już wszystko, czego chciałam się dowiedzieć na temat tej usługi internetowej. Najważniejsze dla mnie było to, że mogę tam spotykać się z ludźmi i z nimi rozmawiać nie mając kontaktu fizycznego ? to było dla mnie jak cud. Tego chciałam, bo cóż lepszego dla introwertyka niż kontakt, który można kiedy tylko się chce zerwać ? bez uśmiechów, bez zbliżeń. Wiedziałam również, że taki IRC to żadna terapia, ale kiedy jest się w tym świecie wszystko wydaje się być takie proste. Jeżeli ktoś ubliży to go ignorujesz, zupełnie nie przejmuję się tym. Wyobrażam sobie wtedy, że był to siedemdziesięcioletni, zgorzkniały staruch, któremu krocze zarosło pajęczyną i nie mając do czego się napluć robi to do komputera. Nawet czasami lubię z takimi ludźmi się droczyć, podenerwować ich tak jak mnie kiedyś denerwowano. To stara prawda, co kiedyś usłyszałam: ?Człowiek często traktuje innych tak jak i jego traktowano?. W konsekwencji gnębiłam takiego i wyciskałam z niego ostatnie punkty męskiego S. Robiłam z niego sieczkę psychiczną i przy S równym zero powodowałam, że sam opuszczał kanał. Byłam taka dumna z siebie. Sama nie wiem dlaczego. Uważam się za inteligentną babkę, a takie postępowanie raczej nie jest tego dowodem. Pocieszam się tylko tym, że nawet najbardziej inteligentni ludzie mają swoje odchyły od normy, a gdzie można realizować takie odchyły jak nie w IRC-u.

marzec 23rd, 2007

Wyciągnięte z szuflady… (list do…)

Wpisane przez agatha in Fragmenty książki

Nieszczęśliwie zakochana, bez wzajemności a ze współczuciem napisałam list, list do nikogo i w sumie nikt nie odpisał na niego :) Przeżyłam ten list, tyle w nim emocji… Lubię czasem go przeczytać i pomyśleć co czułam w tamtym czasie… dramat w trzech aktach i trzech odsłonach dosłownie. Serce się gotowało, ach… to były czasy…

——————————————————- ———————————-
Dostałam różę od pewnego mężczyzny, który dał mi ją, a potem przytulił mnie cieplutko do siebie. Dostałam różę - ot zwykły kwiatek dla niego, a dla mnie cały świat - marzeń, że to z miłości, że to potop ukrytych uczuć, że to witraż uśmiechów i lekarstwo na smutki przez cały dzień, a nawet tydzień. Dostałam świat cały w jednym pączku z milionami listków, listeczków… Dostałam od Niego nadzieję.

Różą był on i jego dłonie, które dotykałam czasem przeplatając swoje. Pamiętam, bo i nie zapomnę, jak patrzył na mnie urokliwie uśmiechając się porywająco - pamiętam, bo nie zapomnę - jak słodko czułam się lekka. Mogłabym świat zwojować, bo byłam kimś ważnym przez chwilkę, chwileczkę… Tak pieknie być kimś - choćby Ikarem. Mowił czasem słowa ku mojej uciesze, mówił bo wiedział co chcę usłyszeć - chyba. “To dla ciebie był … nie ogólny” - rzekł niedawno. Niewiedząc nawet, że bardziej to rani niż pomaga, bo serce rosło, gdy on pieścił mnie swoimi słowami. U stóp mych stóp był cały
świat. “Jestem twój…” - powiedział, bo nie wiedział, że słowa te jak skrzydła wzniosły mnie tak wysoko, że trudno było gęsią skórkę ukryć, przytulił mnie potem. I dobrze… Bo ukryłam czule jak łzy ze szczęścia tych słów wysączyły moje oczy. Przytulił mnie i mogłam tak umrzeć, a co najmniej świat zatrzymać - ot tak na zawsze.

Chciałabym umrzeć w jego ramionach, w zakamarkach jego świata. Dziś żyję w innym. Mój świat nie jest normalny, to świat braków uczuć i miłości. Świat potrzeby i niespełnionych marzeń. Świat, który w nim tak bardzo chciałam zrealizować. W jego dłoniach. Tak patrzyłam na niego czasem i marzyłam, aby wstał, podszedł, przytuił i powiedział, że mnie kocha.
Dlaczego płaczę teraz pytasz?… Nie wiem sama. Może to tak odrobinę od tego, że ściągam to wszystko z góry i otwieram serce na prawdę. W róży zaczynam widzieć różę.
Wiesz? Powiedziałam mu wszystko… Że kocham go ot tak platonicznie. Naprawdę jakoś ciężko mi z tym, bo wstydzę się tego uczucia, ale kocham go. Ważniejsze jest dla mnie jego szczęście, więc zdradziłam mu sekret, że …

Powiedziałam mu żeby nie mówił mi nadzieji, żeby nie przytulał za dużo i broń Boże nie pozwalał mi wtulać się w siebie. Prosiłam żeby żegnał się mówiąc chłodne pa - On to potrafi. Prosiłam, aby nie rozgrzewał mego serduszka, bo ono szybko się rozgrzewa, a potem płacze jak stygnie. Prosiłam go, żeby pamiętał, że ja żyję w świecie braków dotyku, miłości, uczuć. Zatem niech zostawi mój świat, takim jakim był, albo niech powie jeszcze raz “Jestem twój…” - i bedzie naprawdę. Niech będzie mój choćby w ukryciu, ale mój. Tak mu powiedziałam.

Co on zrobił? Pytasz? Wiesz, On jest taki delikatny, więc napisał, że nie wart jest moich łez. Pięknie to ujął. Tak subtelnie. Wzięłam magiczną ściereczkę i literka po literce przetarłam “nie wart jestem twoich łez”. Nie stało się “Nie”, a więc myślał o “nie”, “wart” zmieniło się na “warta”, a w “jestem” tylko “m” starło się na “ś”. Z “twoich łez” nic nie zostało, a lekko odsłoniło się “mojej mi…”. Nie doczytałam, ale pomogło mi serce. Widzisz, jak subtelnie ubrał to w słowa.

Wiesz, tak bardzo mi na Nim zależy. Nie myśl, że kryje się pod tym chęć bycia z Nim, bo zależy mi na Nim bez względu na to jak On mnie traktuje. Bez względu jak wielki lód przykłada mi do piersi. Bez względu na to, że wolał zawsze zadać mi ból niż delikatną przyjemność. Bez względu na to, że wolałby mnie zostawić, niż przy mnie być. Bez względu na to, że za rok o tej porze nawet nie będzie pamiętał o mnie. Bez względu na to wszystko zależy mi na Nim i to tak bardzo.

Co on zrobił? pytasz ponownie… Był zbyt delikatny by zranić mnie i moje uczucie. Nie jest zły, ale nie powiedział nic… Schował list i zabrał się do swojej pracy. Zastosował się do sekretnych zaleceń, świat zostawił mój nie zaburzony. Jakby nigdy nic…
Czy kocham go? Nie powiem Ci, a miłość jak garnuszek, nie podgrzany
- ostygnie. Nie pytaj już więcej proszę… Jestem taka zmęczona. Nic wczoraj nie mogłam się nauczyć, bo stary świat podnosiłam na nogi, braki ustawiałam na półkach, chowałam miłość między książkami itd.
Powinnam się uczyć - wiem, ale nie mogłam… przez niego.

Co z listem? Musiał zginąć, jak Ikar, o którym Ci pisałam. Wzbił się zbyt wysoko do słonca. W zbyt długich zdaniach wzbijał się pod chmury, aby teraz nie runąć z hukiem w wezbrane wody oceanu. Musiał zginąć - jak Ikar. O tę śmierć sama Go prosiłam, żeby pozwolił, aby list odszedł, odszedł jeszcze dziś.

…, bo w róży już tylko róża - ot taki zwykły kwiatek.