Wyciągnięte z szuflady… (list do…)
Nieszczęśliwie zakochana, bez wzajemności a ze współczuciem napisałam list, list do nikogo i w sumie nikt nie odpisał na niego
Przeżyłam ten list, tyle w nim emocji… Lubię czasem go przeczytać i pomyśleć co czułam w tamtym czasie… dramat w trzech aktach i trzech odsłonach dosłownie. Serce się gotowało, ach… to były czasy…
———————————————————— —————————–
Dostałam różę od pewnego mężczyzny, który dał mi ją, a potem przytulił mnie cieplutko do siebie. Dostałam różę - ot zwykły kwiatek dla niego, a dla mnie cały świat - marzeń, że to z miłości, że to potop ukrytych uczuć, że to witraż uśmiechów i lekarstwo na smutki przez cały dzień, a nawet tydzień. Dostałam świat cały w jednym pączku z milionami listków, listeczków… Dostałam od Niego nadzieję.
Różą był on i jego dłonie, które dotykałam czasem przeplatając swoje. Pamiętam, bo i nie zapomnę, jak patrzył na mnie urokliwie uśmiechając się porywająco - pamiętam, bo nie zapomnę - jak słodko czułam się lekka. Mogłabym świat zwojować, bo byłam kimś ważnym przez chwilkę, chwileczkę… Tak pieknie być kimś - choćby Ikarem. Mowił czasem słowa ku mojej uciesze, mówił bo wiedział co chcę usłyszeć - chyba. “To dla ciebie był … nie ogólny” - rzekł niedawno. Niewiedząc nawet, że bardziej to rani niż pomaga, bo serce rosło, gdy on pieścił mnie swoimi słowami. U stóp mych stóp był cały
świat. “Jestem twój…” - powiedział, bo nie wiedział, że słowa te jak skrzydła wzniosły mnie tak wysoko, że trudno było gęsią skórkę ukryć, przytulił mnie potem. I dobrze… Bo ukryłam czule jak łzy ze szczęścia tych słów wysączyły moje oczy. Przytulił mnie i mogłam tak umrzeć, a co najmniej świat zatrzymać - ot tak na zawsze.
Chciałabym umrzeć w jego ramionach, w zakamarkach jego świata. Dziś żyję w innym. Mój świat nie jest normalny, to świat braków uczuć i miłości. Świat potrzeby i niespełnionych marzeń. Świat, który w nim tak bardzo chciałam zrealizować. W jego dłoniach. Tak patrzyłam na niego czasem i marzyłam, aby wstał, podszedł, przytuił i powiedział, że mnie kocha.
Dlaczego płaczę teraz pytasz?… Nie wiem sama. Może to tak odrobinę od tego, że ściągam to wszystko z góry i otwieram serce na prawdę. W róży zaczynam widzieć różę.
Wiesz? Powiedziałam mu wszystko… Że kocham go ot tak platonicznie. Naprawdę jakoś ciężko mi z tym, bo wstydzę się tego uczucia, ale kocham go. Ważniejsze jest dla mnie jego szczęście, więc zdradziłam mu sekret, że …
Powiedziałam mu żeby nie mówił mi nadzieji, żeby nie przytulał za dużo i broń Boże nie pozwalał mi wtulać się w siebie. Prosiłam żeby żegnał się mówiąc chłodne pa - On to potrafi. Prosiłam, aby nie rozgrzewał mego serduszka, bo ono szybko się rozgrzewa, a potem płacze jak stygnie. Prosiłam go, żeby pamiętał, że ja żyję w świecie braków dotyku, miłości, uczuć. Zatem niech zostawi mój świat, takim jakim był, albo niech powie jeszcze raz “Jestem twój…” - i bedzie naprawdę. Niech będzie mój choćby w ukryciu, ale mój. Tak mu powiedziałam.
Co on zrobił? Pytasz? Wiesz, On jest taki delikatny, więc napisał, że nie wart jest moich łez. Pięknie to ujął. Tak subtelnie. Wzięłam magiczną ściereczkę i literka po literce przetarłam “nie wart jestem twoich łez”. Nie stało się “Nie”, a więc myślał o “nie”, “wart” zmieniło się na “warta”, a w “jestem” tylko “m” starło się na “ś”. Z “twoich łez” nic nie zostało, a lekko odsłoniło się “mojej mi…”. Nie doczytałam, ale pomogło mi serce. Widzisz, jak subtelnie ubrał to w słowa.
Wiesz, tak bardzo mi na Nim zależy. Nie myśl, że kryje się pod tym chęć bycia z Nim, bo zależy mi na Nim bez względu na to jak On mnie traktuje. Bez względu jak wielki lód przykłada mi do piersi. Bez względu na to, że wolał zawsze zadać mi ból niż delikatną przyjemność. Bez względu na to, że wolałby mnie zostawić, niż przy mnie być. Bez względu na to, że za rok o tej porze nawet nie będzie pamiętał o mnie. Bez względu na to wszystko zależy mi na Nim i to tak bardzo.
Co on zrobił? pytasz ponownie… Był zbyt delikatny by zranić mnie i moje uczucie. Nie jest zły, ale nie powiedział nic… Schował list i zabrał się do swojej pracy. Zastosował się do sekretnych zaleceń, świat zostawił mój nie zaburzony. Jakby nigdy nic…
Czy kocham go? Nie powiem Ci, a miłość jak garnuszek, nie podgrzany
- ostygnie. Nie pytaj już więcej proszę… Jestem taka zmęczona. Nic wczoraj nie mogłam się nauczyć, bo stary świat podnosiłam na nogi, braki ustawiałam na półkach, chowałam miłość między książkami itd.
Powinnam się uczyć - wiem, ale nie mogłam… przez niego.
Co z listem? Musiał zginąć, jak Ikar, o którym Ci pisałam. Wzbił się zbyt wysoko do słonca. W zbyt długich zdaniach wzbijał się pod chmury, aby teraz nie runąć z hukiem w wezbrane wody oceanu. Musiał zginąć - jak Ikar. O tę śmierć sama Go prosiłam, żeby pozwolił, aby list odszedł, odszedł jeszcze dziś.
…, bo w róży już tylko róża - ot taki zwykły kwiatek.
