W liceum byłam bardzo zamkniętą dziewczyną. Wracałam do domu, siadałam do lekcji i nic więcej mnie nie interesowało. Udało mi się zdobyć ogólny szacunek w klasie. Zwana byłam kujonkiem, bo miałam trzecie miejsce w szkole pod względem osiągnięć w nauce i bardzo przyjaźniłam się z Magdą, która miała pierwsze miejsce i Moniką, która miała drugie miejsce. Zresztą chodziłyśmy do tej samej klasy. Żadna z nas nie była super atrakcyjna, wysoka, zgrabna, ale i tak zajmowałam to trzecie miejsce nie tylko pod względem nauki. Chociaż z tego co pamiętam wyprzedziłam swoje kumpelki w na zakończenie licealnej edukacji ?. Lubiłam z nimi rozmawiać i wygłupiać się. Na przerwach siadałyśmy sobie i zgrywałyśmy się z Kraski, który był bardzo przystojnym mężczyzną. Peszył się bardzo, gdy czuł, że jest obmawiany, podchodził i pytał się: ?O co wam chodzi??. A my? Patrzyłyśmy wtedy w sufit, na podłogę, na siebie i z lekkim uśmiechem udawałyśmy zdziwienie. Zmieszany chłopak odchodził. Nikt nam nie śmiał podskoczyć ot tak. Byliśmy inteligencją tej szkoły. Wiedziałyśmy, że jakby nas tutaj zabrakło, to szkołę można zamknąć na trzy spusty, bo nie byłoby komu poziomu podnosić. Mimo, że czułam się raczej nie lubiana przez dużą część klasy i bardzo dużą część szkoły ? nikt nie śmiał mi dokuczać. Często pomagałam w pracach domowych, wypracowaniach swoim kolegom z pod ciemnej gwiazdy. Szczerze mówiąc jak zobaczyłabym takiego na ulicy, że odkręca radio z czyjegoś samochodu to chyba nie zrobiłoby to na mnie żadnego wrażenia. Przeszłabym obok i powiedziała cześć. To czym się zajmowali było dla mnie takie oczywiste, jak to że nie mieli w ogóle mózgów. Tak się wprawiłam w pisaniu, że po pewnym czasie przyjmowałam zamówienia na konkretne oceny. Nie miałam z klasowymi dresiarzami większych kontaktów, bo w sumie nie miałam o czym z nimi rozmawiać. Nie znam się na scyzorykach, ani na wielofunkcyjnych kluczach do tysiąca modeli mercedesów, ani na rodzajach alarmów, nie umiałabym obmyślić skomplikowanego napadu, podłożyć ogień pod komendę policji. Jednak kiedy byłam sam na sam z takim dresiarzem przypominała mi się teoria metra kwadratowego. Mimo tego, że cała kultura i inteligencja z tego obszaru przechodziła na niego, to i tak chłopak się gubi lekko zmieszany tym, że myśl. Kiedy świadomość zaczyna pracować w tak nie wyćwiczonej główce to chłopaczek się peszy, bo zaczyna sobie zdawać sprawę z tego jak durnie jest ubrany ? zresztą sama nie wiem. Rozmowa przebiegała mniej więcej tak:
? O cześć! ? powiedział dresiarz.
? Cześć! ? odpowiedziałam mało uradowana.
? Gdzie jedziesz?
? Do domu. A ty gdzie podążasz? ? chciałam dodać imię, ale zapomniałam.
? Ja też. ? dodał.
? Miałeś być pytany dzisiaj z geografii, więc przygotuj się, bo ona nie przepuści.
? Eee tam.
? Byliście z chłopakami na zawodach dzisiaj? ? udałam głupią, jakbym nie wiedziała, że byli na bazarze i robili profesora ze swojej specjalności.
? He? ta? - odpowiedział.
Byłam zaskoczona tymi rozbudowanymi zdaniami i tak ogromną liczbą przymiotników. Był wręcz poetą. Nastała cisza. Nie wiedziałam o co mam go dalej pytać. Przecież nie będę rozmawiała z nim o nauce, bo on z nauką kojarzy tylko szatnię i papierosy. Na szczęście przybył drugi dresiarz. Lgną do siebie jak muchy. Szybko kultura i inteligencja rozłożyła się na dwóch i zaczęła się gadka.
? Cze Drągal, kurwa ? powiedział nowo przybyły czteropaskowiec.
? Cze Ebolu. Zawdrapałeś kiciarzowi te ramki?
? Nie ramki. Kurwa, tylko kurwa on zapierdolił szwarki a ja mu framugi kurwa
? He He? To mu się czachą o beton zaryło nie?
? No, kurwa?
Byłam taka uradowana, że mam przyjemność stać w grupie obcojęzycznych dresiarzy. Przyznam szczerze, że nic nie zrozumiałam. Po długich analizach, badaniach i ekspertyzach mogłam stwierdzić, że specyficzny to język, w którym rolę przecinka spełnia kurwa, czy zapierdolić itp. Wywnioskowałam, że wymawianie głośne znaków interpunkcyjnych wydłuża ich wypowiedzi, co wyjaśnia brak użycia przymiotników. Kiedy tak stałam razem z nimi na tym oblepionym ogłoszeniami przystanku wyobrażałam sobie jakby to było, gdyby taki Ebolu przyszedł do moich rodziców poprosić mnie o rękę:
? Cze kurwa. Macie córkę, nie?
? Co? - z niedowierzaniem zapytałby ojciec.
? Dajcie mi ją kurwa, a na dwa latka zwiesimy was kurwa z haraczu i będziecie mieli upust na kurwa ciepłe towarki. Agata kurwa moja, a ulgi kurwa wasze.
Dresiarze nie rozumieją niczego, co nie byłoby powiedziane w postaci transakcji, więc taki dialog nie jest tylko efektem mojej bardzo wybujałej wyobraźni. Ja jestem jednak bardzo tolerancyjna i takich jak oni też potrafię zrozumieć. Po dłuższych zastanowieniach zrozumiałam dlaczego dresiarze mają tak ogromne problemy z nauką. W dużej mierze wpływ na taki stan rzeczy mają podręczniki napisane w mało przejrzystym języku, pełnym przymiotników i znaków interpunkcyjnych. Żeby wybrnąć z tej i tak beznadziejnej sytuacji należałoby chyba napisać nowy podręcznik do języka polskiego. W dzisiejszych warunkach dla wydawców to żaden problem ? dwa tygodnie i jest. Taka książka powinna mieć zdecydowanie ciekawszy tytuł i być raczej słownikiem, a niżeli podręcznikiem.
Przyjechał autobus. Nareszcie. Pierwszy raz spojrzałam na pojazd komunikacji miejskiej i wydało mi się, że jedzie Zorro na czerwonym koniu, aby uratować mnie z rąk psychicznych oprawców. Byłam zmęczona, ale nie wiedziałam tak do końca, czy to lekcje mnie tak dzisiaj wyczerpały, czy ci troglodyci.