Kaczynska.Com

sierpień 30th, 2007

Makro i Mikro - wkurwienie…

Wpisane przez agatha in Blog

Męczy mnie ten świat?
Duzi Panowie w eleganckich garniturach biją się krawatami. Bawią się w policjantów i złodziei. Ustawiają tysiące żołnierzyków tu i tam. Już nie potrzebują Cartoon Network, ich bajki lecą na tvn24. Duzi Panowie nie spotykają się w piaskownicy, ale i tak się brudzą tylko, że o pieniądze, władzę i paranoidalny brak świadomości, że to co robią to już nie wiaderko i łopatka. Może to własnie dlatego łopatkami się bawią za młodu, żeby łopatami ich kopać po śmierci.
Męczy mnie ten świat?
Kiedy słyszę jak luźno i lekko Duży Pan wysyła małą armię na dalekie lądy pilnować interesów dużych i małych konsorcjów. Ten interes często zwany jest ?dobrem ogólnym?. Piękne słowo. Wszystko robiąc dla ?dobra ogólnego? w podtekście robimy dla Pana X, Y, Z.  Podobnie jak kiedyś Bonaparte, tak i dzisiaj ogromne firmy mają piękne, duże makiety z polami bitwy i tylko przesuwają na nich swoje ołowiane żołnierzyki ? to tu, to tam? Ciuchcie odeszły do lamusa, teraz bawimy się w rafinerie i terroryzm.
?My będziemy tymi złymi, a wy tymi dobrymi, ok??,
?Dobra, to my Cię najpierw wyszkolimy po swojemu, a potem nas zaatakujesz ok??.
?O super. Ale wy macie lepsze pistolety?
?Nie płacz ? dam Ci jeden. Mama kupiła mi dwa?

Czy nie tak wyglądł początek końca World Trade Center? Czy tak nie wygląda polityka na świecie? Czy tu oby na pewno chodzi o Nas? O nasze zdrowie, lepszy byt, życie, o odpowiedzialność za dorosłość? Czy nie macie przypadkiem wrażenia jak ja, że życie jest zupełnie obok?
Męczy mnie ten kraj?

Wszystkie wydania wiadomości w Polsce od 2 lat można zbić w jeden ciąg:
ABW
CBŚ
Ubecja
Esbecja
Konferencja Ziobro
Radio Maryja
Sport i Pogoda
Zaczynam się mocno zastanawiać, czy w ogóle demokracja ma jakiś sens. Czy nie lepiej byłoby zostać przy monarchii absolutnej? Zawsze można mieć nadzieję, ze urodzi się mądry król i nastąpią złote lata. Kto łudzi się, że do parlamentu dostanie się więcej niż 230 mądrych?
Czas zreformować ustrój. Wymyśleć nowy system. Ja jestem za wprowadzeniem ?Intelektuakratyzmu?.  Założenia są proste. Ludzie powinni zasłużyć na to by reprezentować naród. Zasłużyć w sposób intelektualny. Zlikwidowałabym Senat. Prawo do kandydowania do Sejmu powinni mieć jedynie ludzie, którzy są utytułowanymi doktorami habilitowanymi i nie powinno być ich więcej jak 250. Rząd powinien składać się z wybitnych profesorów teoretyków specjalizujących się w każdej dziedzinie, którą reprezentują. Tylko takich kandydatów mogłyby wystawiać partie polityczne.
Męczy mnie ten kraj?
Wiecie dlaczego? Bo od wielu dni nie słyszę, żeby ktoś w tym pierdolonym kraju interesował się Nami. Tym, że 30 procent dzieci głoduje. Tym, że nie zdążymy na Euro 2012. Tym, że mój tata ma problemy z urzędową biurokracją. Tym, że młody człowiek ma problemy z umówieniem się do stomatologa, czy dermatologa. W końcu tym, że jest korek w Warszawie, która jako jedyna stolica chyba w Europie nie ma obwodnicy, więcej mostów niż ja palców na rękach i metra liczonego w porządnych kilometrach, a nie metrach.

Idę na jaźń, bo na dobry sen to już za późno. Nie chcę głosować mimo, że to mój obowiązek. Ja chcę zmian ? radykalnych. Wysadzić trzeba sejm z nimi wszystkimi i świeżego powietrza wpuścić na scenę. Duuuużo świeżego powietrza ? Proszę Cię o wielki Bin Laden?ie walnij bombami na wiejskiej. Byłbyś jak taka chemioterapia na polskiego, politycznego raka.

sierpień 26th, 2007

Wielka kópa aluzji…

Wpisane przez agatha in Blog

Zbieram ze stołu rozdane karty. Dobrze przetasowane. Dla mnie pięć i dla niego pięć. Po chwili namysłu wyciągam trzy ze swojej puli cały czas mocno myśląc, czy oby napewno chcę wymienić 3, a może potrzeba 2? Żeby tak wiedzieć jakie leżą na wierzchu z przeznaczonych do brania.
Tak wyglądał mój dzisiejszy sen. Nie wiem tylko z kim grałam, ale napewno był to mężczyzna i nie było ich więcej jak 1 - wnioskuję bardziej ze stołu, niż z obrazu otoczenia. We śnie widziałam tylko ten stół i jego ręce.

Bałam się tej gry - niczym o życie.

Pierwszy raz śniły mi się karty. Zazwyczaj w swoim śnie wybijam całą swoją rodzinę. Tnę mamie głowę piłą i boję się tego, co ja powiem teraz tacie, albo tnę na kawałki swojego starszego brata i mam problemy z workiem, aby dotaszczyć go do świeżo wykopanego dołu. Nie wiem skąd te głupie sny, bo prawdę mówiąc, -  a raczej prawdę pisząc - bardzo kocham swoją rodzinę i nigdy nie przyszło mi nic złego na myśl w tej materii, a tutaj takie historie. Porażające. Przez te sny niebawem zacznę bać się sama siebie.

Ciekawa jestem skąd on się bierze - sen!. Wiki mówi, że jest to zjawisko zbliżone do halucynacji. Ale to dużo nie wyjaśnia, bo co to jest halucynacja itd… Napewno jest inspiracją do przemyśleń, rozważań. Wydaje się, że sen to mieszanka tego co widzieliśmy i przeżyliśmy w fazie dojrzałej świadomości z tym, co kryje się już w podświadomości + ogromna dawka emocji z ego i id’u. A może to tylko boski instrument ku inspiracji? Kto wie…

Lubisz grę w karty?
Może zagramy w kolory?
Czerwa i czernie…
Których się boisz?
Może wydaje Ci się, że nie boisz się niczego…
uuu, jesteś w błędzie - dokładnie w środku uuuuu kreskowanego słowa dópa.
Rozdanie przychodzi i odchodzi…
Chcesz jeszcze grać w kolory?
nie? no dobra to wyliczanka.
Ene due like fake, torba borba ues make…
i morele baks. Wypadło na mnie. Znowu.
A może w kuku?
Ups przegrałam.
Wygrałeś.
I znowu.
I znowu.
I znowu.
Gdzie ta dama.
I znowu.
I znowu
I znowu
Ups przegrałam.
Wygrałeś
I znowu.
I znowu.
I znowu.
Teraz na mnie kolej.
KUKU.

sierpień 22nd, 2007

Internet, burza, wesele i brak czasu..

Wpisane przez agatha in Artykuły, Blog

Od 6 sieprnia dużo nie napisałam, ale to tylko dlatego, że za bardzo nie miałam możliwości. 10 sierpnia TP S.A. niechcący odłączyła mnie od neostrady poczym miała i MA ogromne problemy z podłączeniem. Problemy związane z tą awarią przerosły TPsowy moloch i teraz tylko przerzucają mnie z 0800… na 9393. A potem do Salonu, a potem do 9393, a poem na 0800 i tak w kółko już od 2 tygodniu. Mam serdecznie dość tej sytuacji, bo naprawdę internet jest moim narzędziem nie tylko rozrywki, ale i pracy.

Prócz tego wyjechałam ze swoim men’em na Mazury do Mikołajek. Było fantastycznie. Kajaki, rower wodny, motorówka i piłka plażowa… Po prostu przeżyłam kilka dni psychicznego relaksu. Niestety tylko psychicznego, bo mój mężczyzna jest tak aktywnym facetem, że nie dał mi wypocząc fizycznie i od rana do wieczora byłam tak przez niego wymęczona, że w nocy … no wiecie ;) nie było sił na nic prócz snu…

Wróciliśmy 15 sierpnia, bo 18 było wesele mojego brata wujecznego. Tym razem nie bawiłam się super, bo i nie było przy czym. Muzyka była do luftu… Po prostu “biały miś” to przy tym kawałek z TOP 10. Sama już chciałam wracać ok 2 w nocy, ale mój mężczyzna chciał sobie jeszcze pobalować, więc zostaliśmy do 3.30.

Teraz naprawdę zaczyna się sajgon. Brak czasu. Nie mogę się zorganizować przede wszystkim przez ten chroniczny brak internetu. Nie mogę się zorganizować, bo wszystkie prace związane z siecią muszę robić poza domem, a tam nie pracuje mi się zbyt komfortowo. Heh… Mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i to szybciej niż przeczuwa to mój mały pesymistyczny umysł.

Wczoraj przez Warszawę przeszła ogromna burza. Dotarła i do Nieporętu. Byłam po prostu zaskoczona jak przepiękny obraz przyniesie ona ze sobą. Burza była zupełnie bezdzwięczna, ale pioruny rozbłyskiwały jeden za drugim. Niesamowite. Zrobiłam bardzo dużo zdjęć tej burzy, w końcu nie zawsze zdarza się taka okazja. Sami zobaczcie efekty moje pstrykania. Jestem taka dumna z siebie ;).

burza3Burza z dnia 21 sierpnia 2007

sierpień 6th, 2007

Czasem tu, a czasem tam…

Wpisane przez agatha in Blog

Pędziłam dzisiaj w korku pełnym różnych samochodów. Pędziłam myślami, bo nie samochodem na pewno. Rozmyślałam i dumałam nad tymi istnieniami, które przemierzały ten sam most co ja z prędkością 5 km na godzinę. Patrzyłam na tego starszego pana w białym oplu rozmawiającym przez komórkę, na tę panią w czerwonym audi poprawiającą sobie spływający make-up. Patrzyłam na tę grupę dresiarzy, którzy cieszyli się jak dzieci, że właśnie pozbawili jakąś babkę na mieście forda Ka. Patrzyłam na te miliony małych światów zamkniętych w wehikułach czasu i stojących w korku przestrzeni.  Jacy oni są mali i tacy zamknięci w tych paru metrach kwadratowych.  Denerwują się, czekają i nerwowo reagują na wszystko dookoła.  Nie to co ja. Spokojnie i powolutku z uśmiechem na twarzy. Po co walczyć z cywilizacyjnym żywiołem ? husarią koni mechanicznych. Ja wtedy lubię rozmawiać sama ze sobą. Wyobrażać niestworzone rzeczy i umieszczać się gdzieś tam na pierwszym planie. Czasami tak mocno się rozmarzę, że trudno wysiąść z tego samochodu na koniec, niemówiąc, że korek to błogosławieństwo, które daje możliwość zbudować nawet wątki poboczne do tego co rodzi się w mojej głowie.  Korek uliczny jako wena?

Rodzę się, umieram, panuję nad światami, jestem miss, potem prezydentem. Bez względu na wybujałą wyobraźnię i scenerię jaką buduję zawsze jestem piękna, młoda, pewna siebie, niezależna i wzbudzająca szacunek z nutką grozy.

A rzeczywistość? No coż. Jestem treserką swojego trygrysa. :)

sierpień 5th, 2007

życie jak precedens

Wpisane przez agatha in Blog

Jaki to specyficzny precedens, że człowiek często sam skazuje się na niepowodzenie. Samoistnie dąży do zagłady zapominając o istotnych różnicach dwóch kłucących się znacznie bytów, które sobie nazwę omega i epsilon. Epsilon to coś małego w naszym życiu. Jego synonim, a propo mojego wywodu to jak sądzę: chwila i moment. Jest to taki mały urywek naszego życia, który wraz z wiekiem dąży do zera po czasie, ale niekiedy do nieskończoności po innych wielkościach. Zawile? Zbyt? Momencik, zaraz podam przykład, to tylko wstęp. Omega zaś obejmuje szerszy obszar naszego życia, którego ramy nie czas, a raczej cel wyznacza. Omega to coś, co raczej podlega planom i ocenom. Zawile? Zbyt? Już epsilon dzieli nas od przykładu, bo to koniec wstępu.

Zaplanujmy, że napiszemy książkę swojego życia. To będzie wielkie dzieło w naszym małym świecie. Zakładamy 3,14 * drzwi, że skończymy to przed 40-stką. Tu rodzi się omega ? pewien duży byt, uzależniony od zrealizowania pewnego celu, czasu, a przede wszystkim uzależniony od?. epsilonów. One tutaj grają rolę wszystkiego, co robimy w tym celu na co dzień, albo czego w tym celu nie robimy. Te epsilony to filmy jakie oglądamy mając kubły lodów na kolanach, to legialive.pl i mecz, które stanowią tylko chwilkę, niezauważalny moment w ciągu naszego życia i wyznaczonej omegi. Przecież to tylko jedna łuska na rybie, i jeden włos na głowie. Przecież to tylko epsilon, który czym życie dłuższe, tym bliżej zera patrząc po czasie. Bo kto będzie pamiętął, że spędził 5 minut 24 kwietnia 2007 roku w fotka.pl zamiast pisać książkę. Kto będzie pamiętał o 3000 takich epsilonów, które de facto niszczą naszą omegę. I tu rodzi się twierdzenie, że człowiek ma skłonności do dobierania sobie takiej omegi i takich epsilonów w niej zawartych, aby tylko suma po tych epsilonach była jak najdalej od omegi .

To twierdzenie nie jest tak dalekie od powiedzenia ?Jesteś kowalem własnego losu?. W końcu mogę rzec: ?Sam decydujesz o epsilonach swojej omegi?. Ciężko jest jednak człowiekowi przeniknąć do serca teorii chaosu, gdzie sztandarem filozofii tej nauki jest powiedzenie, iż ?trzepotanie motyla w Japonii może wywołać huragan w Kalifornii?. Trudno człowiekowi, żyjącemu z epsilona do epsilona zrozumieć, że 10 epsilonów może być realizacją omegi. Tak trudno zadbać o siebie w długim dystansie czasu i poświęcić te chwile, bo przecież to one właśnie są na danym epsilonie najważniejsze. No cóż biedna omego!!! Nie zapamiętał tego nie jeden niedoszły magister, leser, wyrzucony z pracy i każdy, kto przeżywszy swoje pierwsze 30, potem 40 itd. lat robi sobie fobiczne rachunku sumienia wprawiając się tym samym w kompleksy. Tacy ludzie starają się później sztucznie podnosić swoje Ja, tworząc wirtualne Omegi, wirtualne epsilony, umieszczając je gdzieś na wirtualnej linii swojego życia. Tak właśnie się dzieje, kiedy wyznaczając sobie omegę, nie możemy dorobić takich epsilonów, aby ją osiągnąć, wtedy różnicę sobie trzeba ot po prostu ukraść. Tak skazujemy się na niepowodzenie, dążymy do samozagłady. Bo przecież, lody i telewizor przeminą, legialive.pl czy fotka.pl także. Przeminie skypecast i ludzie na nim siedzący z dnia na dzień niszcząc swoje epsilony.

A czas płynie nieubłaganie szybko, bo coraz więcej tych epsilonów i mniej czasu na ich wykonanie. Coraz obszerniejsze te omegi i tak szybko zbliża się koniec planowanej realizacji, gdzie nie planu, a oceny będzie potrzeba.

Tak szybko dążymy do samozagłady i przez to coraz bardziej samotni jesteśmy w tłumie, kiedy ktoś nie zrozumie, że ten świat pędzi o 3 razy za szybko, a my czujemy, że już wysiadamy.

Pogodzić omegę z epsilonem. Staram się uświadomić to pewnej ważnej osobie w mojej (mam nadzieję) omedze. Staram mu się uświadomoć, że nie wolno marnować nawet najmniejszego epsilona, bo omega musi wyjść.

Fraszka porażka ?Na omegę?

Kto omegę zaplanować umie
Niech ważki fakt zrozumie
Że topiąc w epsilonów tłumie,
Omegi nie zbuduje ? w sumie.