Kaczynska.Com

listopad 26th, 2007

podobieństwo?

Wpisane przez agatha in Blog

mamaija.jpg

listopad 25th, 2007

Piątek, ot co…

Wpisane przez agatha in Blog

Kupiłam dzisiaj książkę John?a Trent?a ?Life Mapping? (tłum. ?Odwzorowanie życia?). Zainspirował mnie tytuł i komentarz na okładce: ?Gain confidence and hope for your future?, czyli ?Pozyskaj zaufanie i nadzieję dla swojej przyszłości?. Ciekawa jestem co za siły mojego podświadomego JA zdecydowały się na zakup czegoś, czego nigdy świadomie bym nie kupiła

Wybór raczej powinien paść na ?Programowanie w JAVA?, albo co najmniej w ActionScripcie, a ja kupuję tutaj ?Life Mapping?.

Nie wiem dlaczego, ale odwzorowanie życia bardziej kojarzy mi się z próbą spojrzenia na siebie z boku, oczami innych ludzi, takich bardziej krytycznych. Taki mechanizm obiektywnej oceny swoich dziwactw. Wyjść z siebie i móc za sobą chodzić i patrzeć co się robi i jak, ocenić gestykulację, posłuchać swojego głosu z daleka, bo przecież inaczej on brzmi jak słyszy się go na wprost,

A propo tych rozważań, przypomniało mi się jak ostatnio myślałam o tym jak bardzo uciążliwa jestem dla swojego faceta. Chciałabym się móc z nim zamienić tak na 2 doby ciałami. Móc pójść do pracy, wrócić, poczytać te smsy od gderliwej Agaty i wysłuchać jak bardzo jestem ?nieogarnięty? i to wieczne pytanie: ?Kiedy się spotkamy? O której? Za ile??, ta beznadziejna i dobijająca drobiazgowość i chorobliwy wręcz umysł analityka, który potrafi doprowadzić faceta do grobu w świecie gdybania. Może jakbym lepiej rozumiała jego świat, to inaczej spojrzałabym na to wszystko? Hmm? kto wie?

Ten tydzień był trudny dla mnie. Musiałam się troszkę ogarnąć po stracie laptopa. Zostałam okradziona w nocy z 16 na 17 listopada w pociągu relacji Terespol Szczecin, kiedy to wtulona w ramionach swojego mężczyzny zasnęłam. Ukradli mi laptopa, telefon komórkowy, okulary, książkę do AS3.0 (bardzo trudno ją mi było zdobyć) i mój kalendarzyk. Eh? Na szczęście portfel miałam przy sobie i dokumenty, bo teraz dopiero byłby Sajgon. Złodzieje wykorzystali okazję kiedy spaliśmy, albo dobili nas jakimś gazem i gwizdnęli mi całą torbę, w której miałam wymienione powyżej gadżety. Zdenerwowana poszłam poinformować o tym kierownika pociągu, który notabene był ode mnie niespełna 2 przedziały dalej. Usłyszałam tylko: ?Było nie spać?. To mi wystarczyło by automatycznie zakończyć rozmowę z troglodytą w czapce bosmana i wyjść z pociągu na końcowej stacji. Kupiłam sobie nissana primerę i czym prędzej udałam się ze swoim tygrysem w drogę powrotną. Szczęście przeplatało się ze smutkiem. Trudno było mi się w pełni cieszyć z kupna wozu jeżeli cały czas myślałam o utracie i co gorsza nie laptopa, ale danych w nim zawartych. Jako rasowa blondynka nie zrobiłam sobie backup-ów i ?. Alkdjfadlkjfalkdjfaldkjfalkdj dupa ze mnie? cholera.

Jednak powoli dochodzę do siebie po tym wszystkim. Pojechałam zgłosić kradzież na policję, jak zobaczyłam z jaką prędkością Mr policjant pisze protokół to z góry wiedziałam, że w przeciągu 2 godzin to ja stamtąd nie wyjdę. PORAŻKA?. Głupie zawiadomienie o kradzieży i zarejestrowanie 2 rzeczy jako skradzione zajęło facetowi dokładnie 1,47h, bo przez 5 minut co 2 minuty szukał jakiejś kolejnej samogłoski na klawiaturze. Na drugi dzień słucham w telewizji o trudnych testach psychologicznych dla policjantów. Nie dziwne? pisanie na klawiaturze ze 101 znakami to przecież nie lada stres, a Oni muszą być tacy odporni? i są, tylko dlaczego do k? nędzy jedynie na wiedzę.

Poza tym zrobiłam sobie zdjęcie do dowodu osobistego i wam się nim pochwalę hehe? Nawet fajnie wyszłam, ale żeby nie wyglądało jak w dowodzie zwiększyłam troszkę ostrość i jasność i taki jest tego efekt?. Pa.

agata2.jpg

listopad 14th, 2007

woda już tylko z mózgu…

Wpisane przez agatha in Blog, featured

Życie to maraton ponad sześciu miliardów ludzi. Zbiorowy bieg przez płotki po same karpie. Wyścig zbrojeń w mózgach pełnych armii komórek nerwowych i chorobliwego spłacania czasu w lisingu. W kredycie już nie dostaniemy ?  płynność wieku!
Zauważyłam, że brak czasu zabija u mnie wszystko to co twórcze. Spanie, praca, zakupy, praca, spanie i tak w kółko powoduje, że zaczynam czuć się jak w matrix?ie. Podłączona niewidocznymi przewodami karmię system, ładuję jego akumulatory i wzmacniam to co z taką euforią ? cholera wie czemu ? nazywamy cywilizacją. Kilka miliardów chodzących duracelków, kilku Smith?ów, eh…. Bawimy się w zarabianie pieniędzy, które wydajemy w zakupach internetowych w przerwie na lunch, kupionego w trakcie porannego korka.
Nie malowałam już dawno niczego. Nie napisałam żadnego wiersza, ani nie śpiewałam. Nie robiłam niczego co byłoby ot tak dla duszy. Mam nadzieję, że to nie jest wypalenie się, tylko po prostu chwilowe niezorganizowanie. Tak!!! Ostatnio nie jestem dobrze zorganizowana. Zaraziłam się tym od swojego mężczyzny, ale na szczęście tylko częściowo. W przeciwieństwie do niego nie mam procesora jednordzeniowego w tym zakresie i jestem wstanie jednego dnia zaplanować sobie więcej zadań niż tylko jedno.
Człowiek podobno robi sobie bilans trzy razy w życiu. Po trzydziestce, po pięćdziesiątce i tuż przed emeryturą. Nie wiem ile jest prawdy w tych dwóch ostatnich, ale czuję wewnętrznie, że do tego pierwszego to już dziwnie podprogowo się przygotowuję. Już dziś myślę o tym, że swoje 30-ste urodziny obchodzić będę już za nie całe 4 miesiące jako samotna kobieta, bez dziecka, a co gorsza bez kochającego jej mężczyzny.
Ktoś kiedyś powiedział, a raczej mi napisał, że w tych moich tekstach jest dużo smutku, wewnętrznego braku, chłodu, a w końcu, że z tego bloga bije pustka i samotność…
Bo to cała ja. Kobieta pełna bagażu ciężkich doświadczeń, szukająca miłości tam gdzie jej nie ma i znajdująca zamienniki do czegoś do czego do czego zamienniki nie istnieją. Ot, taka zabawa w iluzję. To prawda, że wewnętrznie bije ze mnie samotność. Bo mimo tych wszystkich chwil, małych szczęść, nie dokonałam jeszcze tego, czego winna dokonać dobra kobieta, żona, i matka. To puenta tego na czym skupi się raport bilansu po mojej trzydziestce. To bardzo dojrzałe podejście do życia kłóci się troszkę z bardzo luźnym podejściem do życia mężczyzny, z którym obecnie jestem. On o ślubie nie chce słyszeć jeszcze przez kolejne 10 lat, dzieci jeszcze później, a najlepiej to żyć bez związku i komfortowo w oddzielnych mieszkaniach, żeby po 2 tygodniach móc się widywać odczuwając odrobinę tęsknoty.
To abstrakcyjne myślenie jest mi zupełnie obce. I podobnie jak ty i ja się zastanawiam, czy na dłuższą skalę jest sens się w to angażować. Może tu należałoby szukać tego brakującego czasu na bloga ;), malowanie, pisanie poezji o rozdartym sercu etc…
Sama nie wiem. Jedno wiem, że czekają mnie ważne decyzje. Wśród nich jest oczywiście samochód, który muszę kupić w tym tygodniu, eh… A może jakaś rada?