Kaczynska.Com

grudzień 16th, 2007

cywilizacja - system, nowotwór czy dramat?

Wpisane przez agatha in Blog

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju system operacyjny. Ewoluuje według potrzeb jego użytkowników i trudno zaprzeczyć, że ten pierdolnik się w końcu, w przyszłości zawiesi. Problem będzie na pewno z ponownym uruchomieniem. Nikt nie wątpi chyba, że trudno to zrobić bez wyczyszczenia pamięci podręcznej. Hmm? Kulisty dysk twardy, liczony nie w megabajtach, a w ?megalatach? nawet po formatowaniu zostawił ślady poprzednich zapisów cywilizacyjnych. ?Unformat? - słynne polecenie z czasów starego, dobrego DOS?a pozwalało przywołać wspomnienia usuniętych sektorów. ?unformat my life? powiedziałby każdy, kto już naprawdę ma dość zaczynania od nowa, choć jakby tak można było, to ja poproszę ?format my life /q?
I co dalej? Postąpić trzeba jak w zwykłym Starcrafcie. Zebrać troszkę minerałów, zebrać troszkę gazu, wybudować jednostki i rozwalić przeciwnika. Wzmocnić siebie, osłabić wroga, z którym walczysz ot dla zasady. Taki mały trening na wypadek gdybyś to właśnie ty miał zostać prezydentem i bawić się w wojnę w tym ciekawszym systemie operacyjnym.

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju nowotwór. Rozwija się by istnieć, ale w tym samym momencie zabija swojego żywiciela. Paradoksalnie doprowadza siebie do samozagłady. Komórka po komórce zmienia się, ewoluuje i niszczy od środka. Komórka Dolina Rospudy? Jak łatwo podjąć decyzję by zniszczyć coś tak cennego jak natura, bo? tiry, bo droga, bo samochody. Zmienić ekosystem, zarazić zdrowe komórki i zaingerować. Próbujemy i niestety… Szprycujemy naturę i siebie. Chłopcy wciskający sobie w żyły testosteron, odżywki, by wyglądać jak 300-stu Spartan w jednym. Mieć kaloryfer zamiast brzucha i chodzić jak T-1000 z Terminatora. Pytanie tylko, czy ktokolwiek sobie zdaje sprawę, że trudno z takim nowotworem walczyć. Mogą wystąpić przerzuty. Tu wyciek milionów ton ropy, tam droga przez Rospudę, tu karczowanie lasów Amazońskich. Przerzuty, przerzuty, przerzuty? Nieodwracalny proces. Nie powinniśmy stosować już chemioterapii, nie ma sensu, włosy naszych lasów i tak wypadają zbyt szybko. Cholera, ale łysiejemy?

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju dramat w trzech aktach i trzech odsłonach. Wprowadzenie, nadające sens i bieg, potem rozwinięcie, które trudno zatrzymać i na końcu dostajemy dwie drogi, z których żadna nie może zakończyć się szczęśliwie. Ktoś zawsze na tym straci, albo natura, albo cywilizacja. Jak ciężko nam się pogodzić z tym co daje nam życie. Politycy są tacy dumni, że udało się 200-tu krajom dojść do porozumienia w sprawie ograniczania emisji dwutlenku węgla itd? Wielkie osiągnięcie, że dało się kompletnych idiotów przekonać do tego, żeby pozwolić żyć tym, którzy będą mieli coś dopowiedzenia dopiero za te kilkaset lat. To dzieło ma wielu autorów, ale żaden z nich nie przyzna się, że napisał ten najgorszy rozdział. W końcu po co się przyznawać do napisania takiego dzieła. Szekspir już nie żyje, on na pewno wziąłby to na siebie.

Z tego wszystkiego tylko słowa G. Orwella dają nutkę nadziei, że można jeszcze szukać optymizmu w tym całym bałaganie:
?Pociski nuklearne już nie mieszczą się w składach, policja szaleje po ulicach miast, zalewają nas kłamstwa z głośników, ale ziemia nadal obraca się wokół słońca?. Czyż nie?

grudzień 14th, 2007

only dreams…

Wpisane przez agatha in Blog

Pojechać gdzieś bardzo daleko. Zostawić ich wszystkich i to wszystko. Choć raz wyjechać do pracy i nie wracać tą samą ścieżką. Nie!!! Dla tych samych drzwi do tego samego pustego pokoju wypełnionego po brzegi wspomnieniami. Choć raz zrobić coś zwariowanego i pojechać tam gdzie koła mnie potoczą?. Potoczą?
Cisza? Delikatny dreszcz przechodzi trupio po ciele, które czuje jak odrywam się od niego i pędzę? Dreszcz pojawia się, kiedy już piorunem wszystko wraca do tej czterowymiarowej przestrzeni ubranej na biało z kosą. Tam, gdzie czas paradoksalnie jest najbardziej widocznym wektorem. Widzę go?
Po drzewach, po kruszejących cegłach na murku, po pierwszych zmarszczkach na twarzy, po tym co wypada, a co nie wypada, po przyspieszeniu?. Sobota od soboty niczym niedzielą jedynie oddzielona. Nie zdążysz wstać, a już się kładziesz i cieszysz się tym, że masz 4 godziny do przespania.
Nie czuję Świąt. Idą święta, a ja się nimi wcale nie cieszę. Myślę tylko, że chciałabym mieć już to wszystko za sobą. Szukam klimatu, zapachu choinki, tej miłości i tych kolęd. Tego czasu na bałwany i sanki. Szukam tych chwil, gdzie wojna na śnieżki była gwoździem wieczoru. A tu śniegu nie ma. Klimat pachnie forsą, za którą ludzie kupują sztuczne imitacje drzewka. Ubierają kawałek plastiku i kupują leśny odświeżacz do kibla, aby od czasu do czasu psiuknąć na zielonego druciaka. Na miłość jest czas przy życzeniach, taki specjalnie wyznaczony czas, aby przypadkiem nikt nie zapomniał być miłym i kochanym dla drugiego. Uff?. Jak dobrze, że człowiek chociaż to zdążył zaprogramować w święta. Dzielenie się opłatkiem wbrew pozorom spełnia ogromną ważną funkcję ? uczłowieczanie ? jak bardzo nam tego brakuje. Zmuszony, czy nie przekazujesz drugiej osobie uśmiech zapakowany w Boski papier, wstążeczkę i chwilkę dla bycia blisko. Eh?.
No i kolęd oczywiście, brakuje kolęd? nie tych śpiewanych w radiu, ale tych śpiewanych przez jednego drugiemu. Tych, które wprowadzają nas w nastrój. Tych prosto z serca. Eh, zaśpiewaj mi proszę? teraz? Nie koniecznie ustami, ale w myślach wyślij mi proszę kolędę.
Chętnie te święta spędziłabym sama w głębokim lesie. W małej chatce zrobionej z drewna i z małym ślicznym kominkiem w środku. Przydałby się stary fotel i śnieg za oknem. Duży pies pod nogami i kubas gorącej herbaty. A do tego wszystkiego gruby koc. Eh? Wiem, wiem brakuje tylko 7 krasnoludków w tej bajce, ale ja ich nie chcę. Jeden facet to problem, a co tam już siedmiu.

winterbay6.jpg
Gdybym miała taką chatkę gdzieś tam, to nawet długo bym się nie zastanawiała. Dlatego może czasem marzę pojechać do Kanady, do Quebec?u i zobaczyć te piękne krajobrazy, które niczym z bajki wyciągnięte robią ogromne wrażenie na wyobraźni.
Widzicie? Ciągnie mnie gdzieś? nosi? I nic mnie nie trzyma?
Sama nie wiem, czego chcę?

?Wieśniak pragnie pola, szlachcic godności, żołnierz sławy, kupiec pieniędzy, gospodarz pokoju, rzemieślnik roboty, malarz piękności, a kobieta całego świata.? (K. Piwocki).

Podobno?