cywilizacja - system, nowotwór czy dramat?
Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju system operacyjny. Ewoluuje według potrzeb jego użytkowników i trudno zaprzeczyć, że ten pierdolnik się w końcu, w przyszłości zawiesi. Problem będzie na pewno z ponownym uruchomieniem. Nikt nie wątpi chyba, że trudno to zrobić bez wyczyszczenia pamięci podręcznej. Hmm? Kulisty dysk twardy, liczony nie w megabajtach, a w ?megalatach? nawet po formatowaniu zostawił ślady poprzednich zapisów cywilizacyjnych. ?Unformat? - słynne polecenie z czasów starego, dobrego DOS?a pozwalało przywołać wspomnienia usuniętych sektorów. ?unformat my life? powiedziałby każdy, kto już naprawdę ma dość zaczynania od nowa, choć jakby tak można było, to ja poproszę ?format my life /q?
I co dalej? Postąpić trzeba jak w zwykłym Starcrafcie. Zebrać troszkę minerałów, zebrać troszkę gazu, wybudować jednostki i rozwalić przeciwnika. Wzmocnić siebie, osłabić wroga, z którym walczysz ot dla zasady. Taki mały trening na wypadek gdybyś to właśnie ty miał zostać prezydentem i bawić się w wojnę w tym ciekawszym systemie operacyjnym.
Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju nowotwór. Rozwija się by istnieć, ale w tym samym momencie zabija swojego żywiciela. Paradoksalnie doprowadza siebie do samozagłady. Komórka po komórce zmienia się, ewoluuje i niszczy od środka. Komórka Dolina Rospudy? Jak łatwo podjąć decyzję by zniszczyć coś tak cennego jak natura, bo? tiry, bo droga, bo samochody. Zmienić ekosystem, zarazić zdrowe komórki i zaingerować. Próbujemy i niestety… Szprycujemy naturę i siebie. Chłopcy wciskający sobie w żyły testosteron, odżywki, by wyglądać jak 300-stu Spartan w jednym. Mieć kaloryfer zamiast brzucha i chodzić jak T-1000 z Terminatora. Pytanie tylko, czy ktokolwiek sobie zdaje sprawę, że trudno z takim nowotworem walczyć. Mogą wystąpić przerzuty. Tu wyciek milionów ton ropy, tam droga przez Rospudę, tu karczowanie lasów Amazońskich. Przerzuty, przerzuty, przerzuty? Nieodwracalny proces. Nie powinniśmy stosować już chemioterapii, nie ma sensu, włosy naszych lasów i tak wypadają zbyt szybko. Cholera, ale łysiejemy?
Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju dramat w trzech aktach i trzech odsłonach. Wprowadzenie, nadające sens i bieg, potem rozwinięcie, które trudno zatrzymać i na końcu dostajemy dwie drogi, z których żadna nie może zakończyć się szczęśliwie. Ktoś zawsze na tym straci, albo natura, albo cywilizacja. Jak ciężko nam się pogodzić z tym co daje nam życie. Politycy są tacy dumni, że udało się 200-tu krajom dojść do porozumienia w sprawie ograniczania emisji dwutlenku węgla itd? Wielkie osiągnięcie, że dało się kompletnych idiotów przekonać do tego, żeby pozwolić żyć tym, którzy będą mieli coś dopowiedzenia dopiero za te kilkaset lat. To dzieło ma wielu autorów, ale żaden z nich nie przyzna się, że napisał ten najgorszy rozdział. W końcu po co się przyznawać do napisania takiego dzieła. Szekspir już nie żyje, on na pewno wziąłby to na siebie.
Z tego wszystkiego tylko słowa G. Orwella dają nutkę nadziei, że można jeszcze szukać optymizmu w tym całym bałaganie:
?Pociski nuklearne już nie mieszczą się w składach, policja szaleje po ulicach miast, zalewają nas kłamstwa z głośników, ale ziemia nadal obraca się wokół słońca?. Czyż nie?
