Kaczynska.Com

czerwiec 30th, 2008

Wysłałam listy… c.d.

Wpisane przez agatha in Blog

Otrzymałam odpowiedź od Rzecznika Praw Dziecka na swój postulat dotyczący braku  placów zabaw dla dzieci i miejsc wypoczynku. (aby przeczytać ten wpis kliknij tutaj) . Przyznam, że pozytywnie się zaskoczyłam kiedy otrzymałam odpowiedź drogą mailową. To chyba pierwszy urząd, który korespondencję elektroniczną potraktował poważnie i się do niej w równie poważny sposób ustosunkował.

Z listu (treść poniżej) można wyczytać kwieciste frazesy o tym, że administrator osiedla jest zobligowany do zapewnienia takich miejsc etc… etc…  Że powinien, że tak stanowi prawo, że… że… No i z poważaniem, no i wyrazami szacunku. Ja sobie stawiam tylko jedno pytanie: Kto w tym chrzanionym matrix’ie próbuje robić Nas zwykłych ludzi w bambuko?

images.jpg

czerwiec 25th, 2008

Bóg to przeczytał i zamilczał.

Wpisane przez agatha in Blog, featured

Zanim zacznę pisać cokolwiek i odnosić się do czegokolwiek wprowadzę Was w słownik pojęć podstawowych stworzonych przez kościół na potrzeby prawa kanonicznego.
Otóż:

Niemoc uprzednia - to brak zdolności do współżycia, która zaistniała przed ślubem;
Następcza - powstała dopiero po ślubie;
Trwała - w zasadzie jest nieuleczalna, na drodze powszechnie dostępnych środków;
Czasowa - jest uleczona, mija;
Absolutna (bezwzględna) - odnosi się do wszystkich kobiet czy mężczyzn;
Względna, czyli relatywna -odnosi się do konkretnej osoby;
Pewna - jest podstawą do zabronienia małżeństwa lub do orzeczenia jego nieważności;
Wątpliwa - nie stanowi przeszkody do zawarcia małżeństwa zarówno wtedy, gdy wątpliwość jest prawna, jak i faktyczna.

A teraz interesujący mnie fragment prawa kanonicznego:

Prawo Kanoniczne 1084 -
§ 1. Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury.
§ 2. Jeśli przeszkoda niezdolności jest wątpliwa, czy wątpliwość ta jest prawna czy faktyczna, nie należy zabraniać zawarcia małżeństwa ani też, dopóki trwa wątpliwość, orzekać jego nieważności.
§ 3. Niepłodność ani nie wzbrania zawarcia małżeństwa, ani nie powoduje jego nieważności, z zachowaniem przepisu kan. 1098.

Na podstawie §1 dowiadujemy się, że jeżeli ktoś jest trwale pozbyty zdolności “seksowania się” lub nawet nie trwale, ale napewno był w stanie niemocy przed zawarciem związku (a raczej jego próbą), to małżeństwo nie może być ważne - jak to piszą - “z natury”.
AAAA… Krzyczy moje serducho. Co to znaczy “z natury”. Mam przez to rozumieć, że naturą małżeństwa jest fakt, że samiec może wyprężyc swoje cielesne odwzorowanie EGO i wsunąć go tam, gdzie Kobieta ma sztab bodźców o nazwach Oh, Ah i Eh?
Nie chce mi się wierzyć. Przecież to istna hipokryzja jeżeli coś takiego czytam, a potem słucham w “telewizorni” jak jakaś ekscelencja mówi: “W związku małżeńskim najważniejsze są potomstwo i miłość”. Boll-shit powiem nieskormnie. Dlaczego? §3 tego samego punktu mówi bowiem, że niepłodność nie wzbrania zawarcia małżeństwa i nie powoduje jego nieważności (z zachowaniem przepisu kan. 1098, gdzie jest mowa o podstępach, zwodzeniach itd…). Czyli brak możliwości posiadania potomstwa nie powoduje nieważności małżeństwa, ale brak bzykania się jak dzikie króliki jest podstawą do jego nieważności.
Czyli reasumując słowa kościoła:

a) PRAWO: nie możesz fizycznie uprawiać seksu - twoje małżeństwo będzie nieważne
b) PRAWO: możesz uprawiać seks, ale nie możesz miec dzieci - nic nie stoi na przeszkodzie by się poślubić.
c) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Seks powinien być ukoronowaniem małżeństwa, a nie jego najważniejszym akcentem
d) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Najważniejsze w małżeństwie jest wychowanie i opieka nad jego owocem, czyli dzieckiem.

Jak pkt. c) ma się do pkt. a) ?
Jak pkt. d) ma się do pkt. b) ?

Na podstawie tego prawa zakochanej młodej parze niedawno odmówiono ślubu tylko dlatego, że chłopak 2 tygodnie przed tym wydarzeniem miał wypadek i nie wiadomo, czy bedzie zdolny kochać się ze swoją wybranką. Nie ważna była tutaj miłość, uczucie, pragnienie bycia ze sobą do końca życia.
Wazny był jego wacek, że nie stoi, że nie pręży się…

A gdzie jest Bóg?

Bóg to przeczytał i zamilczał.
A powinien powiedzieć: “LIBERUM VETO!”.

Jest mi smutno.

czerwiec 3rd, 2008

Wysłałam listy

Wpisane przez agatha in Blog

Szanowna Pani Rzecznik!
Szanowny Panie Premierze!

Piszę do Was jako przyszła matka, jako kobieta, która w perspektywie planuje posiadać rodzinę. Piszę jako kobieta, która chce mieć dzieci - z wołaniem o pomoc!!!

Pozwólcie, by moje dziecko miało się gdzie bawić!!!

Mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych w Nieporęcie. Wszędzie są zakazy zabawy na ulicach, ale mimo, że to duże osiedle to ani spółdzielnia, ani gmina nie pomyślały o tym, żeby dla tych dzieciaków wybudować jakieś place zabaw, proste boiska, bez żadnych super wypasów. Nikt o tym nie pomyślał, a najlepszym rozwiązaniem wszelkich problemów jest proste wstawienie znaku z przekreśloną piłką, ale ja pytam GDZIE NASZE DZIECI MAJĄ SIE BAWIĆ?!!!

Kochany Rzeczniku, dzieci się pytają gdzie ty jesteś? Za każdym razem jak Policja usuwa ich z ulicy bo grają w piłkę. Za każdym razem kiedy złośliwa sąsiadka krzyczy, że tu bawić się nie wolno do dziewczynek, które skaczą na skakance przy jej furtce.
Kochany Premierze, dzieci sie pytają gdzie się bawiły twoje pociechy?
Coraz więcej osiedli, rosną jak grzyby po deszczu, bum budowlany, zakopujący już w samych fundamentach myśl o dziecku. Każdy developer myśli tylko gdzie tutaj upchnąć parking po 23tys od miejsca, gdzie postawić kolejny budynek. Przecież plac zabaw jest taki nierentowny. Jeżeli nawet go zrobią to gospodarują na niego działkę o wielkości 20m2 - śmieszne!!! Wstawiają tam bujawkę, karuzelę i piaskownicę, po czym nazywają to placem zabaw.

APELUJĘ o takie regulacje, aby każdy developer był zobligowany przez gminę, a pośrednio przez ustawę do budowania w nowo powstałych kompleksach mieszkalnych place zabaw dla dzieci tak, żeby dziecko do takiego placu nie miało dalej niż 800m, a plac zabaw był duży min. 800m2. W takim placu powinno znaleźć się nie tylko miejsce dla malutkich dzieci, ale i dla chłopaków w wieku10-14 lat, którzy chcą sobie pograć w piłkę, w siatkę. Ja naprawdę nie myślę o jakichś super profesjonalnych boiskach, ale miejsce do tego musi być.

Ja pytam: Dlaczego nie możemy zmusić bogate i naprawdę sowicie zarabiające firmy developerskie do pracy na rzecz społeczeństwa? Nie oszukujmy się przecież takie firmy nakładają na mieszkania 50% marży, oni na każdym mieszkaniu zarabiają więcej niż wydali by na takie boisko.

JA NIE CHCĘ MIEĆ DZIECI JEŻELI BĘDĘ MUSIAŁA ICH ZABAWIAĆ TVN’EM, ALBO BAWIENIEM SIĘ NA ULICY.

Takie rzeczy powinny być uregulowane ustawowo. Każda Gmina powinna być zobligowana do uregulowania tych kwestii. Każde osiedle powinno posiadać plac zabaw dla dzieci, proste boisko. To musi być rozwiązane i nie przez Państwo, ale przez developerów.
Należy podjąć jak najszybciej inicjatywę, aby developerów zmusić do budowania osiedli od razu z obiektami dla dzieci. Przecież 90% projektów osiedli kompletnie nie zakłada istnienie takiego osobnika jakim jest DZIECKO… W dzisiejszych czasach zdecydowanie lepiej zaadoptować już duże dziecko, najlepiej takie z dużą zdolnością kredytową. O takich i Państwo i developerzy zadbają. O salony, o sauny, o parkingi, o puby…. Super…

RZECZNIKU!!! Gdzie jesteś?
Premierze, głosowałam na Ciebie… pozwól mi planować rodzinę i daj mi prawo, żebym miała pewność, że gdziekolwiek się nie przeprowadzę, moje dziecko będzie miało się gdzie bawić, bez konieczności grania w piłkę, gdzie przerwy nie wymusza czas wygwizdany przez sędziego, a przejazd kolejnego samochodu.

Ps. Jak szybko ten duży zapomina jak małym był…

Z wyrazami szacunku
może przyszła matka