Kaczynska.Com

styczeń 5th, 2009

autopsychoteriapia…

Wpisane przez agatha in Blog

Kładę się na łóżku, zamykam oczy i wyobrażam sobie, że tam, zaledwie kilka kroków ode mnie siedzi mój psychoterapeuta. Nie stary, ale z rysami doświadczenia na twarzy mężczyzna o łagodnym usposobieniu odziany w szary sweterek i wystającą z pod niego białą koszulę.

- Proszę mi opowiedzieć, co Panią do mnie sprowadza. - powiedział spokojnie i się uśmiechnął. Nie widziałam tego, bo miałam zamknięte oczy zgodnie z zaleceniem. Jednak czuję w jego głosie to, co wszystkimi bodźcami odbieram jako uśmiech.
Hmmm…

Co powinnam powiedzieć… Wyrzucić wszystko z siebie?
Tak łatwo jest pomagać innym i radzić, mówić o sile, twardości, jak mierzyć się ze światem i walczyć z wiatrakami. Miliony pomysłów słać w około - potrafię, ale żaden żagiel nie dla mnie… Te statki płyną gdzieś tam, nie tu.

Ja przyszłam powiedzieć, że zabija mnie doskonałość, perfekcja i czas. Minuta po minucie ucieka w sposób wykładniczy, a całej reszty nigdy nie osiągnęłam. To nie grzech, wiem… Jednak to problem, kiedy człowiek nie realizuje czegoś tylko dlatego, że zrobi to niedoskonale, z błędem. To wręcz destrukcyjne. Rozumie Pan?
To nie dobrze, kiedy ja planuję coś, a ktoś burzy mój porządek. To psuje wszystko, a nawet jeżeli nie psuje to stawia pod znakiem zapytania doskonałość planu, który z konieczności czynników zewnętrznych musi ulec zmianie. Perfekcyjny plan ma wszystko idealnie ustalone. A zaburzenie choćby początku jego realizacji powoduje, że nie idę dalej. Tak działają ludzie, którzy zdolni są tylko do zaczynania czegoś. Podejmowania ważnych decyzji godnych jednej chwili.

Nie chcę o tym mówić. Trudno wyrzuca się własne wady.

Jestem zaborcza - mówi mój facet, który dużo mówi. I tu najchętniej przeszłabym na jego temat. Bo lepiej krytykuje się innych niż samego siebie, ale nie będę. To ma być terapia… Mogę mówić tylko swoich błędach, a innych mogę jedynie chwalić. Więc dla zneutralizowania rzeknę - dobry chłopak z niego. Pomógł mojemu tacie ogarnąć śnieg. Pomógł mi z komputerem i w ogóle jest bardzo pomocny, o ile to nie koliduje z jego wolnym czasem…

Jestem zaborcza i kompromis rozumiem jako wyrzeczenie się drugiej osoby do realizacji mojego scenariusza

. Czy to złe? Tak. Czy potrafię to zmienić? Nie, nie nie… To jest silniejsze ode mnie. Potrzebuję pomocy, ale kogoś kto będzie umiał mi pomóc. On (czyt. mój facet) na pewno tego nie umie. Jest stanowczy, ale załatwia sprawy w najgorszym możliwym stylu. Stara się we wszystkie konflikty wprowadzać psychologiczną teorię “reakcji na histerię” tj. udawanie, że nic się nie stało i po prostu traktowanie problemu jako nieistniejącego.
- Hm, hm. hm…. Agato… - chrząknął mój wewnętrzny psychoterapeuta.

No tak, przepraszam. To dobry chłopak. Miałam mówić o sobie. Wyrzucić z siebie, a nie obrzucać kogoś. Ale każdy człowiek z natury chętniej robi coś destrukcyjnego niż konstruktywnego, czyż nie?
- Zapewne jest to szybsze i pozwala rozładować emocje..
No właśnie. Emocje. Tak ciężko z nimi jak nie ma się własnej rodziny - męża, dzieci… Trzeba to wszystko przelewać na innych. Jego jak nie ma, to tak pusto się robi, ale On tego nie rozumie, czy musi? Nie… Powinien? hmm… sama nie wiem. Wiem tylko, że boli kiedy surowym głosem mówi: “Boże, zajmij się czymś… Co robiłaś jak mnie nie było…”. Zimno, dreszcze i sponiewieranie wtedy przelewają się wzmagającym potem na moich plecach. Żal i gniew. Za co? Za brak kompromisu. Za brak chęci doprowadzenia do mojego kompromisu - MOJEGO. Jak On śmie nie chcieć być ze mną tę sto którąś godzinę w tym tygodniu więcej.

- Za co tak na prawdę się na niego pogniewałaś? Ale powiedz tak szczerze, nie po to, aby się usprawiedliwić. Tylko wyrzuć to z siebie…
No chyba za to, że nie było tego kompromisu, że nie został, że nie popieścił mnie nawet dobrym słowem jak już mnie zostawił brutalnie.
- Czy to źle, że powiedział Ci prawdę? Oczekujesz od niego, aby mówił Ci, że musi ojcu pomóc, albo mamie? Wolisz wymówkę?
Wiesz… W sumie sama nie wiem. Z jednej strony byłoby łatwiej zrozumieć, że jakieś szczytne cele ważą nad tym, że musi wybrać i zrezygnować ze mnie - niż tylko fakt, że po prostu ma ochotę pograć w futbol managera i ma mnie po prostu już dość. Kiedyś myślałam, że w związku najlepsza jest szczerość i prawda do bólu, ale powoli zaczynam zauważać i złe strony tego podejścia…

- Dlaczego?
Bo to Was obnaża… Pokazuje jak wielkimi draniami jesteście. Przepraszam.
- Nie szkodzi, kontynuuj, nie ograniczaj sie…
Pokazuje jak bardzo się różnimy. Jak wielką przewagę macie nad nami. Przewagę w tym, że dłużej wytrzymacie bez naszego powietrza. Tęsknicie po dniach, my po godzinach. Przy szczerości i prawdzie to jest tak mocno widoczne i boli jak rzucone zaklęcie.
- Czy nie uważasz, że to takie perfekcyjne i doskonałe mieć związek pełny szczerości i prawdy. Gdzie jedno nie oszukuje drugiego, mówicie sobie wszystko. Czy to nie o to Ci chodzi?
No… no….
Nie wkurwiaj mnie.