Kaczynska.Com

czerwiec 25th, 2008

Bóg to przeczytał i zamilczał.

Wpisane przez agatha in Blog, featured

Zanim zacznę pisać cokolwiek i odnosić się do czegokolwiek wprowadzę Was w słownik pojęć podstawowych stworzonych przez kościół na potrzeby prawa kanonicznego.
Otóż:

Niemoc uprzednia - to brak zdolności do współżycia, która zaistniała przed ślubem;
Następcza - powstała dopiero po ślubie;
Trwała - w zasadzie jest nieuleczalna, na drodze powszechnie dostępnych środków;
Czasowa - jest uleczona, mija;
Absolutna (bezwzględna) - odnosi się do wszystkich kobiet czy mężczyzn;
Względna, czyli relatywna -odnosi się do konkretnej osoby;
Pewna - jest podstawą do zabronienia małżeństwa lub do orzeczenia jego nieważności;
Wątpliwa - nie stanowi przeszkody do zawarcia małżeństwa zarówno wtedy, gdy wątpliwość jest prawna, jak i faktyczna.

A teraz interesujący mnie fragment prawa kanonicznego:

Prawo Kanoniczne 1084 -
§ 1. Niezdolność dokonania stosunku małżeńskiego uprzednia i trwała, czy to ze strony mężczyzny czy kobiety, czy to absolutna czy względna, czyni małżeństwo nieważnym z samej jego natury.
§ 2. Jeśli przeszkoda niezdolności jest wątpliwa, czy wątpliwość ta jest prawna czy faktyczna, nie należy zabraniać zawarcia małżeństwa ani też, dopóki trwa wątpliwość, orzekać jego nieważności.
§ 3. Niepłodność ani nie wzbrania zawarcia małżeństwa, ani nie powoduje jego nieważności, z zachowaniem przepisu kan. 1098.

Na podstawie §1 dowiadujemy się, że jeżeli ktoś jest trwale pozbyty zdolności “seksowania się” lub nawet nie trwale, ale napewno był w stanie niemocy przed zawarciem związku (a raczej jego próbą), to małżeństwo nie może być ważne - jak to piszą - “z natury”.
AAAA… Krzyczy moje serducho. Co to znaczy “z natury”. Mam przez to rozumieć, że naturą małżeństwa jest fakt, że samiec może wyprężyc swoje cielesne odwzorowanie EGO i wsunąć go tam, gdzie Kobieta ma sztab bodźców o nazwach Oh, Ah i Eh?
Nie chce mi się wierzyć. Przecież to istna hipokryzja jeżeli coś takiego czytam, a potem słucham w “telewizorni” jak jakaś ekscelencja mówi: “W związku małżeńskim najważniejsze są potomstwo i miłość”. Boll-shit powiem nieskormnie. Dlaczego? §3 tego samego punktu mówi bowiem, że niepłodność nie wzbrania zawarcia małżeństwa i nie powoduje jego nieważności (z zachowaniem przepisu kan. 1098, gdzie jest mowa o podstępach, zwodzeniach itd…). Czyli brak możliwości posiadania potomstwa nie powoduje nieważności małżeństwa, ale brak bzykania się jak dzikie króliki jest podstawą do jego nieważności.
Czyli reasumując słowa kościoła:

a) PRAWO: nie możesz fizycznie uprawiać seksu - twoje małżeństwo będzie nieważne
b) PRAWO: możesz uprawiać seks, ale nie możesz miec dzieci - nic nie stoi na przeszkodzie by się poślubić.
c) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Seks powinien być ukoronowaniem małżeństwa, a nie jego najważniejszym akcentem
d) SŁOWO HIERARCHII KOŚCIELNEJ: Najważniejsze w małżeństwie jest wychowanie i opieka nad jego owocem, czyli dzieckiem.

Jak pkt. c) ma się do pkt. a) ?
Jak pkt. d) ma się do pkt. b) ?

Na podstawie tego prawa zakochanej młodej parze niedawno odmówiono ślubu tylko dlatego, że chłopak 2 tygodnie przed tym wydarzeniem miał wypadek i nie wiadomo, czy bedzie zdolny kochać się ze swoją wybranką. Nie ważna była tutaj miłość, uczucie, pragnienie bycia ze sobą do końca życia.
Wazny był jego wacek, że nie stoi, że nie pręży się…

A gdzie jest Bóg?

Bóg to przeczytał i zamilczał.
A powinien powiedzieć: “LIBERUM VETO!”.

Jest mi smutno.

czerwiec 3rd, 2008

Wysłałam listy

Wpisane przez agatha in Blog

Szanowna Pani Rzecznik!
Szanowny Panie Premierze!

Piszę do Was jako przyszła matka, jako kobieta, która w perspektywie planuje posiadać rodzinę. Piszę jako kobieta, która chce mieć dzieci - z wołaniem o pomoc!!!

Pozwólcie, by moje dziecko miało się gdzie bawić!!!

Mieszkam na osiedlu domków jednorodzinnych w Nieporęcie. Wszędzie są zakazy zabawy na ulicach, ale mimo, że to duże osiedle to ani spółdzielnia, ani gmina nie pomyślały o tym, żeby dla tych dzieciaków wybudować jakieś place zabaw, proste boiska, bez żadnych super wypasów. Nikt o tym nie pomyślał, a najlepszym rozwiązaniem wszelkich problemów jest proste wstawienie znaku z przekreśloną piłką, ale ja pytam GDZIE NASZE DZIECI MAJĄ SIE BAWIĆ?!!!

Kochany Rzeczniku, dzieci się pytają gdzie ty jesteś? Za każdym razem jak Policja usuwa ich z ulicy bo grają w piłkę. Za każdym razem kiedy złośliwa sąsiadka krzyczy, że tu bawić się nie wolno do dziewczynek, które skaczą na skakance przy jej furtce.
Kochany Premierze, dzieci sie pytają gdzie się bawiły twoje pociechy?
Coraz więcej osiedli, rosną jak grzyby po deszczu, bum budowlany, zakopujący już w samych fundamentach myśl o dziecku. Każdy developer myśli tylko gdzie tutaj upchnąć parking po 23tys od miejsca, gdzie postawić kolejny budynek. Przecież plac zabaw jest taki nierentowny. Jeżeli nawet go zrobią to gospodarują na niego działkę o wielkości 20m2 - śmieszne!!! Wstawiają tam bujawkę, karuzelę i piaskownicę, po czym nazywają to placem zabaw.

APELUJĘ o takie regulacje, aby każdy developer był zobligowany przez gminę, a pośrednio przez ustawę do budowania w nowo powstałych kompleksach mieszkalnych place zabaw dla dzieci tak, żeby dziecko do takiego placu nie miało dalej niż 800m, a plac zabaw był duży min. 800m2. W takim placu powinno znaleźć się nie tylko miejsce dla malutkich dzieci, ale i dla chłopaków w wieku10-14 lat, którzy chcą sobie pograć w piłkę, w siatkę. Ja naprawdę nie myślę o jakichś super profesjonalnych boiskach, ale miejsce do tego musi być.

Ja pytam: Dlaczego nie możemy zmusić bogate i naprawdę sowicie zarabiające firmy developerskie do pracy na rzecz społeczeństwa? Nie oszukujmy się przecież takie firmy nakładają na mieszkania 50% marży, oni na każdym mieszkaniu zarabiają więcej niż wydali by na takie boisko.

JA NIE CHCĘ MIEĆ DZIECI JEŻELI BĘDĘ MUSIAŁA ICH ZABAWIAĆ TVN’EM, ALBO BAWIENIEM SIĘ NA ULICY.

Takie rzeczy powinny być uregulowane ustawowo. Każda Gmina powinna być zobligowana do uregulowania tych kwestii. Każde osiedle powinno posiadać plac zabaw dla dzieci, proste boisko. To musi być rozwiązane i nie przez Państwo, ale przez developerów.
Należy podjąć jak najszybciej inicjatywę, aby developerów zmusić do budowania osiedli od razu z obiektami dla dzieci. Przecież 90% projektów osiedli kompletnie nie zakłada istnienie takiego osobnika jakim jest DZIECKO… W dzisiejszych czasach zdecydowanie lepiej zaadoptować już duże dziecko, najlepiej takie z dużą zdolnością kredytową. O takich i Państwo i developerzy zadbają. O salony, o sauny, o parkingi, o puby…. Super…

RZECZNIKU!!! Gdzie jesteś?
Premierze, głosowałam na Ciebie… pozwól mi planować rodzinę i daj mi prawo, żebym miała pewność, że gdziekolwiek się nie przeprowadzę, moje dziecko będzie miało się gdzie bawić, bez konieczności grania w piłkę, gdzie przerwy nie wymusza czas wygwizdany przez sędziego, a przejazd kolejnego samochodu.

Ps. Jak szybko ten duży zapomina jak małym był…

Z wyrazami szacunku
może przyszła matka

maj 8th, 2008

Relacja traffic

Wpisane przez agatha in Blog, featured

Pani w niebieskim alfa romeo, pan w srebrnym bmw i przed nimi jeszcze kilka kilometrów relaksującego korka. Tak patrzyłam się na nich dzisiaj jadąc środkowym pasem tuż za alfą. Młoda kobieta jechała równolegle do kolegi, który jechał skrajnie prawym pasem i zamiast przed siebie patrzył jak zauroczony - cały czas na nią.
Nie zauważyłam oczywiście w tej kokieterii niczego nadzwyczajnego, ale zwróciłam na to uwagę, bo niedawno sama miałam podobną przygodę. Jadąc do domu jechał przede mną młody, dwudziestoletni chłopak, który cały czas spoglądał w lusterko, zauważyłam to że sie na mnie cały czas patrzy i usmiechnęłam się. Potem zaczął mrygać światłami i straszyć że cofając stuknie mój samochód. Faktycznie korek szedł szybciej i tak jakoś sympatyczniej. Jednak te dwie sytuacje jedna po drugiej daly mi taki punkt ro rozmyślań, że zaczyna się klarować taki społeczno-psychologiczny sposób nawiązywania relacji, którą nazwałam sobie traffic. Ludzie zaczynają zaczepiać się w korkach, nawiązywać kontakty, szukając relacji. Zaczynają przenosić tę część życia, którą zabiera im korek do samego korka.
w sumie wracamy wszyscy razem i to w jednym kierunku. Pewnie mieszkamy niedaleko siebie, pewnie wracamy tędy codziennie. Może jutro znowu się spotkamy?

kwiecień 1st, 2008

A im śmierci z nóg…

Wpisane przez agatha in Blog

Czujesz jak świat się kurczy do jednego metra kwadratowego. Jak istotne staje się nieistotne, a duże już takie małe. Czujesz obojętność na jutro i nie czujesz tego co wczoraj. Lekko zakręci się w głowie z wrażenia. Bo to jest narkotyk pełny wolności i spokoju.
Zaplanować własną śmierć - potrafię. Nie chcę, ale potrafię. Nie boję się tego co mnie czeka, bardziej tego co zostawię. Boję się uczuć, które cierpieć będą żyjąc, niż momentu ostatniego wdechu. Nie rozumiesz tego, że czasem pomaga myśl, że ja po prostu potrafię.
Nie chcę, ale potrafię.
Co innego kiedy, ktoś szuka i robi to impulsywnie. Samobójcy, a raczej tchórze to niewolnicy własnej niezaradności i egoiści, którym śmierci… z nóg - powalają.
Ja jestem inna…
Potrafię być.
Narkotyki należy umieć brać…
oby nie przedawkować…

styczeń 15th, 2008

Do płci niepięknej…

Wpisane przez agatha in Blog, featured

“Tak to jest jak pozwolimy sobie my faceci na całkowitą szczerość i zaufanie w stosunku do kobiet, szczególnie do żon (…)”. Rządne nowych doznań samcze kubki smakowe szukają swoim językiem… i dyszą.. dyszą jak psy ujrzawszy nowy kąsek do wdzięcznej adoracji. Powyższy cytat napisał mi mój nowy kolega, który kokietując mnie uważa, że jest to dla niego relaks, oderwanie się od codzienności. Rozmowa ze mną przez skype’a, czy gg nie jest niczym złym dopóki nie zostaje przekroczona pewna granica słownej kokieterii. Powiedziałeś o tym żonie? czy twoja kobieta słyszała te słowa?
Jeżeli tak, to zastanów się lepiej, co rozumiesz przez zaufanie w stosunku do kobiet - z mocnym akcetem na “w stosunku do kobiet”. Każdy robi co uważa za stosowne. Ja już dawno twierdziłam, że faceci kompletnie nie nadają się do życia w tradycyjnych schematach mąż - żona. Z czysto biologicznego punktu widzenia zachowujecie się jak wilki mające w swoim stadzie kilka samic. Najlepszym odzwierciedleniem są haremy, które nie są tak dalekie marzeniom każdego mężczyzny. Kobieta przywiązuje się do miejsca i mężczyzny… Mężczyzna przywiązuje się jedynie do swojego Ego. Dopóki jest ono na wysokim poziomie przy tej kobiecie, to wszystko jest ok, ale jak zaczyna opadać - eh… - samiec idzie na żer… Poszukuje nowego kąska rządny nowych doznać uruchamia samcze kubki smakowe i ładuje baterie.
To czego kobieta u swojego mężczyzny nie umie zrozumieć to fakt, że facet jest w stanie kokietować wiele kobiet, nawet przesadzać w tym, ale potrafi również przy tym być wierny i kochać tylko tę jedną. Potrafi to połączyć dopóki rozdziela to na dwie części, sercem do kobiety z miłości, kaguarem do kobiet kokietowanych… Jednak tak jak niedaleko jest od miłości do nienawiści, tak niedaleko jest również od męskiego kaguara do jego serca. Brutalna prawda, ale o tym piszą eseje nawet statystki.
Bardzo dużo związków rozpada się przez niedopasowanie seksualne (William Masters i Virginnia Jonson zrobili badania, że jest to ok 45% rozwodów w USA). On doszedł, ona nie, albo na odwrót. Dla mężczyzny to wręcz cios w plecy jak nie doprowadzi kobiety do orgazmu, to stąd te skandaliczne wyniki badań. “(…) Panie nie chcą sprawić mężczyznom przykrości. Boją się, że gdy one nie zagrają orgazmu partnerzy poczuję się niepełnowartościowymi mężczyznami i wpadną w kompleksy, a to będzie utrudniało dalsze współżycie”. I to wszystko po to, by nasi macho nie zostali wybici z rytmu. Niby takie silne te bestie fizycznie, ale jakie to psychicznie słabe… Dualizm siły.
Dlaczego kobieta Cię nie zrozumie? Dlaczego nie doceni twojej szczerości? Bo nie zaufa, jeżeli uświadomisz jej, że nie do końca ładuje twoje baterie, nie zaufa Ci… jeżeli zrozumie, że nie jest wstanie zaspokoić twojego instynktu wiecznego zdobywcy - To ją zaboli, że koncentrujesz się na innych, a na nią nie zwracasz uwagi. Wtedy nieważne, że ją kochasz, nieważne, że “inwestujesz w nią” swój czas, nieważne, że to jej poświęcasz każdą noc w łóżku. Ważne jest tylko to, że w tym epsilon ułamku minuty jesteś skoncentrowany na zdobywaniu - innej. Broni swojego cennego udziału w twoim czasie i traktuje cenne minuty jak małe szczeniaki. Rzuci się i zagryzie jak wyczuje zagrożenie…
Faceci, którzy wierzą, że przy różnicy płci można pokusić się na pełną szczerość i zrozumienie, a przy tym zachować zaufanie - są w błędzie. Kłamstwo nie ma tak negatywnego wymiaru jak powszechnie się uważa. Prawda jest niczym alkohol, dobra na przeczyszczenie, ale co za dużo to niezdrowo… Czasami trzeba coś zachować dla siebie, żeby jej nie zabolało.
Na tym polega Madhjamaka związku. Nie przesadzać ani w jedną, ani w drugą. Nie kłamać, ale nie przesadzać z prawdą, nie ufać bezgranicznie, ani nie być podejrzliwym, nie być wymiotnie kochliwym i gorącym, ale i nie być zimnym jak lód…
Nie miej pretensji do żony.
Ona Cię kocha i walczy o swoje, o ciebie. Chce być Number 1, a ty uświadamiając jej o tym, że tak nie jest deprecjonujesz ją jako kobietę. Tak jak kobieta udaje czasem orgazm, abyście Wy faceci mogli czuć się dalej macho… Tak Wy Panowie musicie czasem się przełamać i zamilknąć, abyśmy my kobiety mogły czuć się Number 1.

grudzień 16th, 2007

cywilizacja - system, nowotwór czy dramat?

Wpisane przez agatha in Blog

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju system operacyjny. Ewoluuje według potrzeb jego użytkowników i trudno zaprzeczyć, że ten pierdolnik się w końcu, w przyszłości zawiesi. Problem będzie na pewno z ponownym uruchomieniem. Nikt nie wątpi chyba, że trudno to zrobić bez wyczyszczenia pamięci podręcznej. Hmm? Kulisty dysk twardy, liczony nie w megabajtach, a w ?megalatach? nawet po formatowaniu zostawił ślady poprzednich zapisów cywilizacyjnych. ?Unformat? - słynne polecenie z czasów starego, dobrego DOS?a pozwalało przywołać wspomnienia usuniętych sektorów. ?unformat my life? powiedziałby każdy, kto już naprawdę ma dość zaczynania od nowa, choć jakby tak można było, to ja poproszę ?format my life /q?
I co dalej? Postąpić trzeba jak w zwykłym Starcrafcie. Zebrać troszkę minerałów, zebrać troszkę gazu, wybudować jednostki i rozwalić przeciwnika. Wzmocnić siebie, osłabić wroga, z którym walczysz ot dla zasady. Taki mały trening na wypadek gdybyś to właśnie ty miał zostać prezydentem i bawić się w wojnę w tym ciekawszym systemie operacyjnym.

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju nowotwór. Rozwija się by istnieć, ale w tym samym momencie zabija swojego żywiciela. Paradoksalnie doprowadza siebie do samozagłady. Komórka po komórce zmienia się, ewoluuje i niszczy od środka. Komórka Dolina Rospudy? Jak łatwo podjąć decyzję by zniszczyć coś tak cennego jak natura, bo? tiry, bo droga, bo samochody. Zmienić ekosystem, zarazić zdrowe komórki i zaingerować. Próbujemy i niestety… Szprycujemy naturę i siebie. Chłopcy wciskający sobie w żyły testosteron, odżywki, by wyglądać jak 300-stu Spartan w jednym. Mieć kaloryfer zamiast brzucha i chodzić jak T-1000 z Terminatora. Pytanie tylko, czy ktokolwiek sobie zdaje sprawę, że trudno z takim nowotworem walczyć. Mogą wystąpić przerzuty. Tu wyciek milionów ton ropy, tam droga przez Rospudę, tu karczowanie lasów Amazońskich. Przerzuty, przerzuty, przerzuty? Nieodwracalny proces. Nie powinniśmy stosować już chemioterapii, nie ma sensu, włosy naszych lasów i tak wypadają zbyt szybko. Cholera, ale łysiejemy?

Tak głębiej się zastanawiając można dojść do wniosku, że cywilizacja to swoistego rodzaju dramat w trzech aktach i trzech odsłonach. Wprowadzenie, nadające sens i bieg, potem rozwinięcie, które trudno zatrzymać i na końcu dostajemy dwie drogi, z których żadna nie może zakończyć się szczęśliwie. Ktoś zawsze na tym straci, albo natura, albo cywilizacja. Jak ciężko nam się pogodzić z tym co daje nam życie. Politycy są tacy dumni, że udało się 200-tu krajom dojść do porozumienia w sprawie ograniczania emisji dwutlenku węgla itd? Wielkie osiągnięcie, że dało się kompletnych idiotów przekonać do tego, żeby pozwolić żyć tym, którzy będą mieli coś dopowiedzenia dopiero za te kilkaset lat. To dzieło ma wielu autorów, ale żaden z nich nie przyzna się, że napisał ten najgorszy rozdział. W końcu po co się przyznawać do napisania takiego dzieła. Szekspir już nie żyje, on na pewno wziąłby to na siebie.

Z tego wszystkiego tylko słowa G. Orwella dają nutkę nadziei, że można jeszcze szukać optymizmu w tym całym bałaganie:
?Pociski nuklearne już nie mieszczą się w składach, policja szaleje po ulicach miast, zalewają nas kłamstwa z głośników, ale ziemia nadal obraca się wokół słońca?. Czyż nie?

« Poprzednia stronaNastpna strona »